Po tych kilkunastu godzinach ocknęła się. Kamio dalej na niej spał wtulony w jej piersi. Tak bardzo się sobie podobała, a teraz jest oszpecona. Dotknęła swojej twarzy a na jej twarzy pojawiło się wielkie zdziwienie. Ale jak to? Nie ma na twarzy blizn? Zaczęła dotykać swoje ciało. Blizny zniknęły. Jednak nie wszystkie, bo zostawił na jej kobiecości swoje imię. Czyżby to była ta nagroda, o której wspominał? W sali tortur robiła wszystko posłusznie, ale z niechęcią. Cóż, cieszyło ją to niezmiernie. Chciała dotknąć jeszcze swoich piersi, czy i na nich czegoś nie zostawił, ale...
- Nie wierć się - Warknął pod nosem wtulając się w nią. Była taka miękka, taka ciepła, nie to co jego poduszki z pierzem.
- Dziękuję, że uleczyłeś rany. Może nie wszystkie, ale większość... - Powiedziała kładąc swoją dłoń na jego głowie i lekko pogłaskała. Od razu spodobało mu się to.
- Byłaś posłuszna. Nagroda, tak jak wspominałem w wannie, musi być - Oznajmił mamrocząc. Jednak wpadł na pewien znowu brutalny pomysł. A gdyby tak ją potraktować ogniem? Może nie całe ciało a kawałek? Wtedy będzie na prawdę krzyczeć. Ale tylko poparzenie drugiego stopnia. Nie chciał, by miała martwe tkanki. Ale to później. Na razie nie chce mu się dupy ruszać z tego łóżka. Tak wygodnie mu się leżało, a ona niech oswoi się ze swoim ciałem, które i tak niedługo zostanie ponownie oszpecone.
Po jakimś czasie uznał, że dosyć tego leżenia. Czuł, jak dziewczyna chciała mu się wcześniej wyrwać, że chciała pójść do kuchni czy do toalety, ale od kiedy ona tu jest ważna? To tylko zabawka i może robić z nią co tylko zechce. Wcześniej ją naprawił, ale teraz nie ma zamiaru. Jakiś ślad musi być na stałe, by w przyszłości miał co podziwiać i powspominać. Jednak czy Akemi dotrwa do tego czasu? Wszystko zależy od tego jak wytrzymała jest zielonooka a coś tak przypuszczał, że prędzej popełni samobójstwo. Nie pozwoli jej na to, niech męczy się dalej. Zginie tak jak on chce a zginie w męczarniach i to jakich. Będzie ją zabijał powoli, ale brutalnie na wszelkie możliwe sposoby. Wstał z łóżka przeciągając się. Akemi zaś skorzystała z okazji i ubrała się. Nie miała najlepszych ciuchów tutaj, jedynie swoją bieliznę. Chłopak mógł pozwolić na to, by wzięła jego koszulę, ale po co, skoro zaraz i tak będzie w strzępach. Sięgnął więc do jej głowy ręką i pociągnął ją za blond włosy.
- Idziesz ze mną. - Mruknął pod nosem i zaciągnął ją znów do sali tortur nie zważając na to, że rwie się, przeklina go i drapie po rękach a pazurki to ona miała. Zirytował się jednak i zatrzymał się. Żeby więcej już go nie drapała wyrwał jej wszystkie paznokcie. Odrosną jej. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy zaczęła krzyczeć i płakać z bólu po czym ruszył dalej. Znalazłszy się na sali przywiązał dziewczynę do madejowego łoża.
- Daj mi już spokój! Gwałt ci nie wystarcza?! Ani cięcia nożem?! - Wykrzyczała marszcząc brwi. Czuła ten piekący ból na miejscu, gdzie były wcześniej paznokcie. Ból robił się nieznośny i aż bała się pomyśleć co wymyślił tym razem.
- Nie. Ciągle mi mało. Chcę jeszcze więcej i więcej. Chcę patrzeć jak się krzywisz, płaczesz. Chcę słyszeć jak krzyczysz i błagasz o litość. - Powiedział mając na twarzy ten psychopatyczny uśmieszek. Podszedł do lady a z niej wyciągnął pochodnię i zapalił. - No to będzie ślad. Nie martw się. Dołożę starań, by cię to zabolało.
Po tych słowach przyłożył płonącą pochodnię do jej żebra. Czuł jak skóra się piecze. Najchętniej odgryzłby kawałek jej ciała. Żywiłby się nią codziennie. Jeden kawałek na dzień. Był ciekawy po ilu razach padnie. Tak czy siak nasłuchiwał jak krzyczy. Oj tak, to muzyka dla jego uszu. Nic nie jest w stanie zastąpić ten agonalny wrzask. Musiał jednak uważać, żeby cała się nie podpaliła. Szkoda by było stracić w kilka dni zabawkę, która dostarcza mu tak dużo rozrywki. Tortury nie trwały długo. Zaraz po tym zgasił pochodnię w kuble wody. Poparzenie trzeciego stopnia. Może odrobinę przesadził? Jeżeli wda się zakażenie uzdrowi ją, nie chciał by tak szybko odeszła z tego świata. Miał jeszcze tyle planów w stosunku do niej...
- Wypoczywaj sobie. Ja idę obejrzeć horror. - Oznajmił i opuścił salę zostawiając ją samą.