Muzyka

niedziela, 22 stycznia 2017

Rozdział XXI

  Ojcostwo dla Kamio to coś nowego. Zabawiał się z innymi paniami, z innymi kobietami rasy ludzkiej, ale nigdy nie zdarzyło mu się, by jakaś kobieta i w dodatku człowiek był w ciąży i nosiła jego dziecko pod sercem. Najwidoczniej Akemi jest inna. A może to tylko przypadek? Tak, zwykła wpadka, no ale... Nie będzie przecież winić za to blondynkę. Bał się jednak mieć na rękach takiego małego brzdąca, bo jeszcze zrobi coś nie tak i zrobi maleństwu krzywdę. Gdy dziewczynka się rozpłakała od razu podał ją Akemi. Chyba jest za straszny dla niej. Sama Akemi się go boi i nic dziwnego. W końcu tyle złego jej zrobił. Ograniczy się teraz do robienia jej krzywdy. Ma jednak możliwość wejścia w jej sen i tam urządzi rzeź. W sumie mógł to zrobić, gdy była przez te sześć miesięcy w śpiączce, ale... nie dał rady. Zamartwiał się, że nigdy się nie wybudzi a cieszył się niezmiernie jak otworzyła oczy, jak przemówiła. Więc to się nazywa prawdziwe szczęście.
  Akemi przejęła małą, żeby ją nakarmić. Była głodna. Teraz będą nieprzespane noce. Bała się jednak jak na to Kamio będzie reagował. Będzie zły? Boi się go obudzić, bo wie, że będzie z nią źle, ale... nie da skrzywdzić dziewczynki. Będzie ją chroniła ze wszystkich sił przed wszystkimi, nawet gdyby miało zależeć od niej życie.
- Więc była głodna. Myślałem, że mój widok ją odstrasza. - Powiedział wpatrując się w dziewczynkę. Dalej nie umiał uwierzyć w to co się stało. Doczekał się dziecka. Pierwszego dziecka!
- Aż tak brzydki to ty nie jesteś, by się ciebie wystraszyła. Musiałbyś wyglądać jak dzwonnik z katedry. Krzywy nos, zez i garb jak wielbłąd. - Zaśmiała się. Ale nie był brzydki. Był nawet dość przystojny, ale... dziewczyna i tak nic do niego nie czuła, no bo jak? Nie ma tu żadnego uczucia oprócz strachu, ale może po tym, jak będzie spędzał czas z Kasumi zmieni się. Będzie bardziej czulszy i milszy. Tak jak teraz. Ale nie ma co liczyć na to, można mieć tylko nadzieję a jak wiadomo nadzieja matką głupich.
- Dzięki za taki komentarz. - Mruknął wstając z łóżka - Idę się przespać.
- Dobrze. - Odparła. Została teraz sama z Kasumi. W sumie to nawet dobrze. Chciała tej chwili samotności. Potrzebowała tego. Odstresowywała się w takich momentach. Kamio tymczasem myślał co zrobić w śnie dziewczyny, by bała się równie dobrze jak w rzeczywistości. Może zje ją żywcem? Nie... Tak czy inaczej na pewno będzie się nad nią znęcał. Położył się na kanapie i włączył telewizor i przy włączonym telewizorze zasnął. Obudził się wieczorem (to był chyba wieczór, bo nie idzie zidentyfikować czy to dzień czy to noc) i od razu poszedł do Akemi, która spała. Kasumi spała w łóżeczku. Idealnie. Usiadł obok Akemi, zamknął oczy wchodząc do snu. Nie obudzi się tak łatwo, nie da jej się obudzić, póki on nie skończy. W śnie pojawił się na jakiejś łące. Widział tam Akemi z jakimś obcym mężczyzną, która była z nim szczęśliwa. Warknął pod nosem. Mimo że to sen to był o nią... zazdrosny? Dziwne uczucie, ale nawet we śnie nie pozwoli, by ktoś dotykał jego zabawki, więc pojawił się przy chłopaku i urwał mu najzwyczajniej w świecie głowę.
- Coś ty zrobił najlepszego?! - Wykrzyczała mu w twarz - Wyjdź z mojego snu! Nie jesteś tu mile widziany!
Chłopak uderzył ją w twarz otwartą dłonią. Nikt nie będzie na niego krzyczał, nawet ona. Tutaj nie musi się powstrzymywać. Będzie cierpiała jak nigdy dotąd, chociaż ból w śnie a w rzeczywistości jest zupełnie inny. W jego ręce pojawił się sztylet i odciął jej język. Walnie mu jeszcze jakąś wiązanką, czego wręcz nie znosi. Następnie wydłubał jej oczy i odciął małżowiny uszne. Krzyk jaki wydawała z siebie, tyle krwi... To sprawiało mu ogromną radość. Szkoda tylko, że nie może zrobić jej tak na prawdę, byłoby o wiele ciekawiej, gdyby nie była człowiekiem a kimś, kogo trudno zabić, no ale cóż. Nie może narzekać, bo i tak jest zabawnie. Zaczął ciągnąć za jej włosy tak mocno, że aż skóra odchodziła od czaszki. Pozbawił ją tych długich, ale pięknych i miękkich włosów. Tak samo było z piersiami. Je też odciął. Dziewczyna krzyczała, ale płakać nie płakała, bo nie miała jak. Odciął jej w końcu rękę a potem nogę. Taka kałuża krwi stworzyła się obok niego, krew spływała po niej i po jej twarzy. W końcu uznał, że wystarczy i chwycił ją za szyję dusząc. Dziewczyna rwała się, szamotała na boki, ale koniec końców została uduszona. Po tym małym przedstawieniu wyszedł z jej snu pozwalając się jej obudzić, jednak ta, mimo takiego koszmaru, nie obudziła się. Ponadto była cała blada a usta miała wręcz sine!
- Akemi? - Szturchnął ją zaczynając na nowo się martwić. Przecież to był tylko sen. Wszystko z nią dobrze, z oczu nie leci krew, uszy ma całe i ręce też. Położył głowę na jej klatkę piersiową. O cholera, jej serce! Ono nie bije! Bezzwłocznie przystąpił do masażu serca i sztucznego oddychania. Ona nie może odejść! Nie może! Nie pozwala jej na to! Niedawno została matką dziewczynki i miała ją zostawić Kamio na wychowaniu? Przecież on sam nie da sobie rady, bo co matka to matka. On nie karmi piersią, nie ma takiej ręki do dzieci jak Akemi - Akemi! Obudź się!
Krzyki jednak na nic się zdały. Tylko Kasumi to obudziło, przez co zaczęła płakać. Tutaj Kasumi a tutaj Akemi potrzebuje pomocy i to szybkiej pomocy! Po co on to w ogóle zrobił? Chciał się zabawić. Liczył na to, że się obudzi, wydrze się, ale... nic takiego nie nastąpiło. Znowu odeszła. A co jeśli znów się nie obudzi? Ona w ogóle nie śpi. Leży martwa na swoim łóżku. Nie nacieszyła się długo dziewczynką. A była taka szczęśliwa mając ją na rękach a teraz? Teraz jej duch będzie ją prześladował.
- Akemi, błagam!!! Wróć do mnie, słyszysz?! Otwórz oczy! Nie możesz mi tego zrobić...! Nie możesz odejść... - Poddawał się. Jego głos zelżył a jego tęczówki nabrały seledynowej barwy. Tak się bał o jej życie, kiedy ona już nie żyła. Jego oczy napełniły się łzami, nie zwracał jednak na to szczególnej uwagi. Jedyne czego chciał, to żeby Akemi wróciła do niego - Proszę. Wróć...
To tylko sen. To był tylko najzwyklejszy dla niego sen. A teraz przerodził się dla niego w koszmar. Nachylił się bardziej nad nią. Z pewnością dziewczyna na to nie zasłużyła. Przywiązał się do niej, chociaż robił jej tyle świństw. I mimo że to dla niego była zabawka... Stała się mamą jego dziecka. A przynajmniej nią była. Miał tylko nadzieję, że Kasumi w przyszłości wybaczy mu ten błąd. Oparł się czołem o jej czoło. Kilka łez spadło na jej zimne i blade policzki. Sam nie wiedział co nim kierowało, ale czuł, że musi to zrobić. Że chociaż tak zakończy jej męczarnie przy nim. Ucałował jej martwe usta.

niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział XX

  Patrzył to na jej ruchy ręki, to na jej twarz, jednak nie otworzyła oczu. Czemu on się tak martwi? Przecież to najzwyklejsza dla niego zabawka, więc czemu?! Sam siebie teraz nie rozumiał. Dla niego było to wręcz niepojęte jak mógł się martwić o człowieka, ale z drugiej strony... Będzie miał potomka. Pierwszy raz w życiu. Nie widział w siebie w roli ojca, bo nigdy o dziecku nie myślał. Nawet nie planował go mieć, jednak za kilka miesięcy przyjdzie na świat. Najgorsze jest to, że dziewczyna nic nie jadła a płód dalej się rozwijał. Czuł coś dziwnego. Pierwszy raz coś takiego czuł. Troska. Tu chodzi o życie jego dziecka. Musi przystopować trochę. Nie, rzucić swoje chore zabawy na czas kilku miesięcy. Nieee... Nie mógł jej znów ranić. To jednak będzie oddziaływać na dziecko. W takim razie ograniczy się tylko do wchodzenia w sny. Jej ciało zostawi w spokoju. Jednak... nie będzie tak często zaglądał w jej sny. To zaszkodzi dziecku, ale... czy Akemi będzie je chciała? To jest dziecko z gwałtu. W dodatku to będzie dziecko Kamio, którego się boi i w duchu nienawidzi.
  Dziewczyna uchyliła lekko powieki. Gdy Kamio zobaczył, że rozgląda się na boki podniósł się gwałtownie. Akemi widząc go nachylonego nad nią przeraziła się. Chciała teraz krzyczeć, nawet otwarła usta, ale w pewnym momencie zamknęła je, gdy tylko brunet się do niej przytulił. Nic nie rozumiała. Czemu ona w ogóle żyje? Przecież się powiesiła, więc jakim cudem?! Sprawka Kamio? Najwyraźniej, ale to przecież niemożliwe. Ale jednak znalazł sposób na przywrócenie jej do życia.
- P-p... Przepraszam. - Wyszeptał jej na ucho. Ledwo przeszło mu to przez gardło, a jednak należą jej się przeprosiny. Dziewczyna zdziwiła się jeszcze bardziej. Nie, to chyba sen. Mimo wszystko... przytuliła go do siebie i zaraz po tym wybuchła płaczem. Wcale się jej nie dziwił. Tyle przeżyła a teraz musi to wylać z siebie. Płakała i płakała. Już koszulkę miał mokrą od jej łez. Przestała płakać, gdy wsunął rękę pod kołdrę. Już miała go odepchnąć, bo myślała, że chce ją "tam" dotknąć, ale rękę zatrzymał na jej brzuchu. Popatrzyła na niego podejrzanie.
- Nie patrz tak na mnie. Nie wiedziałem, że tak idzie... - Mruknął.
- On ma na myśli, że za parę miesięcy zostaniesz mamą. - Sprostował Luke patrząc na dziewczynę, która pobladła na wieść o tym. Odkryła kołdrę i spojrzała na swój brzuch, który był już nawet duży. Spojrzała na Kamio, który ją puścił ze swojego uścisku. Zmarszczyła brwi. Po jej wzroku wiedział, że usunie ciążę. Cóż, nic dziwnego, bo nie chciała mieć dziecka z gwałtu i od kogoś, za którym nie przepada.
- Nic mu nie jest? Żyje? - Dopytywała się. Leżała zapewne bardzo długo. Kilka miesięcy w śpiączce na pewno była. Kamio zdziwił się tym pytaniem. Czyli... się mylił. Chciała tego dziecka, mimo ze było ono z gwałtu.
- Tak, nawet cię kopnęło. - Uśmiechnął się lekko brunet.
- Macie szczęście. - Odpowiedziała. Ulżyło jej. Nie jest wyrodną matką, która porzuca dziecko. Przecież to też istota żywa. Nie rozumiała, czemu usuwają niektóre dziewczyny ciążę. Owszem, po gwałcie mają prawo, ale... Widziała w oczach Kamio, że i on chciał tego dziecka. Nie wiedziała, czy mu w tej kwestii zaufać. Czy nie postąpi tak samo jak z nią, czy nie będzie jej krzywdził. Ale... Kamio przecież będzie ojcem. - Długo spałam?
- Tak, sześć miesięcy. - Brunet dostał nauczkę. Nie może tak pochopnie postępować. - Nic nie jadłaś przez te sześć miesięcy. Byłaś jedynie pod kroplówką. Jesteś głodna?
- Jak tak teraz o tym wspominasz to na prawdę zgłodniałam. - Chciała się ruszyć, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Tylko nie to... Nie mówcie, ze musi nauczyć się chodzić!!! Ona musi chodzić. Świetnie. Co jeszcze ją spotka złego?
- Pójdę ci coś zrobić, a ty wypoczywaj. - Powiedział opuszczając pokój. Doktor jednak został.
- Proszę się nie niepokoić. Możliwe, że to minie, ale potrzebujesz ćwiczeń. Niektórzy po śpiączce nie potrafią mówić, więc istnieje szansa, że znowu zaczniesz chodzić. - Posłał jej ciepły uśmiech. Miała taką nadzieję...
  Trzy miesiące później na świat przyszła dziewczynka. Były niemałe trudności przy porodzie. Istniało ryzyko, że Akemi umrze, ale tak jednak się nie stało. Dzielnie walczyła, byleby tylko być przy dziecku. Poród odebrał doktor. Kamio nie dałby rady, on się do tego nie nadaje, chociaż doktor Luke pierwszy raz odbierał poród. Nawet proponował jej cesarkę, ale słysząc, że nabawiłaby się kolejnej blizny odmówiła. Wolała już rodzić naturalnie i udało jej się. Ze szczęścia aż łzy jej spływały po policzku. Przytuliła dziewczynkę do siebie, a doktor opuścił sypialnię.
- Więc? Jak dziewczynka będzie mieć na imię? - Zapytał. Akemi myślała nad imieniem dosyć krótko.
- Kasumi. - Odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Obojgu podobało się te imię. Akemi znów nauczyła się chodzić, jednak teraz musi zostać w łóżku. Wypoczywać po tym ciężkim porodzie. Widać po blondynce, że bardzo cieszyła się, że została mamą. Nie przeszkadzało jej to, że jest to dziecko z gwałtu. Kocha je i to się liczy. - Weź ją na ręce. W końcu to też i twoje dziecko. - Kamio zawahał się. To takie drobne, nigdy nie miał dziecka na rękach.
- Spójrz... Ułóż tylko ręce w kołyskę. Ja ci ją podam. - Splótł ręce w kołyskę. Mając już dziewczynkę na rękach jego tęczówki zrobiły się zielone. Usiadł na łóżku przyglądając się brzdącowi. Brunatne włosy, złote tęczówki. Ciekawe po kim charakter odziedziczy. Modlił się o to, żeby nie po nim a po Akemi. Akemi jest spokojna, a gdyby odziedziczyła charakter po ojcu... coś ciężko to widział. Przytulił Kasumi delikatnie do siebie.

sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział XIX

  To chyba najgorsze co mogło ją spotkać w życiu. Stała się zabawką dla niego, którą powoli niszczył zostawiając na niej głębokie ślady. Nie potrafiła znieść myśli, że jej ciało będzie cale oszpecone. Do tego jeszcze te poparzenie. Tak jak Kamio przypuszczał po paru dniach wdała się infekcja. Widział jak cierpiała z tego powodu. Aż składała się wpół, chcąc pozbyć się w ten sposób bólu, lecz na marne.
- Trzeba będzie to uleczyć. - Powiedział prowadząc dziewczynę do sypialni. Milczała jak zaklęta. W sypialni przywarł ją do łóżka, jednak ta nie rwała się, co było dziwne. Przecież może jej zrobić krzywdę a ona to ignoruje? Uleczył jej ranę swoją śliną a następnie spojrzał w jej oczy zobaczyć, czy aby na pewno jest z nią dobrze. Wyglądała na prawdę dziwnie. Była nieobecna. Nawet pstryknięcia przed jej oczami nie pomagały. Nie zamrugała. Jej oczy nie były tak żywe, jak kilka dni temu. Jakby przestało jej zależeć na życiu, które dotychczas prowadziła. Ale co on na to poradzi, skoro jest taką fantastyczną zabawką? Nie powinna się z tego cieszyć, że w końcu wywołała na jego ustach uśmiech pełen satysfakcji z tego, że może ją krzywdzić? Chociaż pewnie nie o to jej chodziło. Dla niej życie powinno wyglądać inaczej. Miała być szczęśliwa, spełniać marzenia, znaleźć sobie kogoś z kim mogłaby żyć po kres swych dni. Wszystko to zostało jej zabrane, wraz z dziewictwem, które trzymała dla tego jedynego. Skrzywił się lekko widząc ją w takim stanie. Opuścił sypialnię, spojrzał jeszcze za siebie wychodząc. Ona dalej leżała tak jak leżała. Bez jakiejkolwiek oznaki życia. To już nie jest ta Akemi. Parę rzeczy zmieniło jej pogląd na świat. Nie tak wyglądało jej szczęście. Miała po prostu pecha, że tak to się skończyło. Cóż, zszedł na dół rozmyślając o tym. Czemu on się w ogóle o nią martwi? O jej stan psychiczny? Czyżby... zniszczył ją? Na to wychodzi. Usiadł w salonie na kanapie przygryzając lekko paznokcie. Powyrywał jej wszystkie paznokcie. Palce dalej ją bolą zapewne. Zrobił jej wiele złego, fakt. Ale żeby po paru dniach się poddała? A może ma za słabą psychikę? W sumie nie wiedział jednak, że jej psychikę zniszczył ktoś jeszcze. Nawet nie zamierzała się do tego przyznać. Dla niej był to wstyd, upokorzenie. Wstydziła się też tego, że została na prawdę zgwałcona i to w brutalny sposób i może to jej utkwiło głęboko w głowie? Myślał gorączkowo nad tym co spowodowało jej złamanie ducha, ale każda tortura, którą wykonał była bolesna, więc może to skumulowało się w jedną całość i teraz są tego efekty? Może jednak powinien dać jej jeden lub dwa dni spokoju? Bez żadnej tortury... Spróbować być dla niej - o zgrozo - miłym? Może to da jej trochę szczęścia? O czym on w ogóle myśli?! Jak może myśleć o kimś, zawsze dbał tylko o swój interes a teraz martwi się o nią? Jest z nim źle, oj tak. Tak czy inaczej postanowił. Da jej parę dni wolnego. Niech się nacieszy spokojem, bo jednak to teraz będzie jej potrzebne. Miał sięgnąć po pilota, kiedy nagle usłyszał huk. Było to trochę podejrzane, nie mniej ruszył się, by sprawdzić, co było źródłem tego głośnego trzasku. Gdy wszedł do sypialni Akemi zamarł. Wpatrywał się oszołomiony w ciało dziewczyny, które bezwładnie wisiało na lampie. Ona... powiesiła się. Nie widziała innego wyjścia jak tylko skrócić sobie męki. Przecież uleczył jej ranę, nawet nie ma po niej śladu, więc dlaczego?! Powinna się z tego cieszyć, że ma o jedną ranę mniej a ona wywinęła mu taki numer? Szybko jednak się opamiętał i pospiesznie zdjął ją z kandelabru. Z zamkniętymi oczami wyglądała tak choćby spała. A może ona śpi? Po raz pierwszy Kamio poczuł dziwną pustkę, żal, współczucie. I na prawdę martwił się o nią. Wpuścił do jej ciała przez usta węża. Miała złamany kark jak to zawsze bywa. Zdjął jednak wcześniej pętlę, po której miała wielki ślad na szyi. Tak czy inaczej udało mu się zlepić kości. Wąż wypełzł z jej ust a chłopak przystąpił do sztucznego oddychania. Musiał przywrócić ją do życia. Nie musiał a wręcz chciał! Męczył się z dobrą godzinę nad tym, by jej serce znowu biło, i gdy stracił ostatnią nadzieję, że powoli godził się z tym, że odeszła poczuł puls. Był słaby, ale jednak był co go cieszyło. Cudem uratował człowieka. Jednak, żeby ją podtrzymać przy życiu potrzebował kilku rzeczy, których niestety nie posiadał. Kroplówka, by się nie odwodniła i nie umarła i aparatura, by wiedzieć w jakim jest stanie. Coś czuł, że nie obudzi się szybko... Przypomniało mu się teraz, że miał lekarza. Wezwał go pstryknięciem palców.
- Luke, potrzebuję kilka rzeczy do podtrzymania jej życia. - Powiedział pospiesznie.
- Pierwszy raz zachowujesz się tak w stosunku do człowieka. Pierwszy raz zależy ci na życiu człowieka. - Zauważył starszy mężczyzna.
- Nie pieprz mi tu, tylko dawaj potrzebne rzeczy. Jej życie wisi na włosku. - Warknął. Doktor mruczał coś pod nosem, ale przyniósł to czego chciał Kamio. Położył ją na łóżku, podłączył do aparatury i pod kroplówkę.
- Mam nadzieję, że szybko się obudzi. - Powiedział.
- Ja tak samo. - Odezwał się dopiero wtedy, gdy Luke zniknął. Wpatrywał się w dziewczynę. Popełniła samobójstwo z jego powodu, jednak wróciła do żywych. Pewnie nie będzie z tego faktu zadowolona. Westchnął cicho siadając obok niej. Żeby tylko szybko się przebudziła... Tak niestety się nie stało. Akemi zapadła w śpiączkę. Chłopak dziwnie sie z tym czuł. Winił się za to co się stało, bo gdyby tylko nie przesadził, mógłby teraz dalej się nad nią wyżywać. Nie! Dosyć. Nie może o tym myśleć. To przez niego jest w takim stanie.
  Minęło sześć miesięcy. Akemi dalej była w śpiączce. Nawet zaczął wątpić w to, że kiedykolwiek się obudzi. Jednak przez ten czas zdążył coś zaobserwować. Jej brzuch stopniowo się powiększał. Był pewny, że torbiel robiła się w jej brzuchu, co go zaczęło niepokoić. Przecież jak pęknie to może umrzeć! Wezwał ponownie doktorka.
- Luke, powiedz mi, co to jest... - Wskazał na brzuch dziewczyny. W zasadzie Luke zaczął też podejrzewać, że to torbiel dopóki w jej brzuchu coś się nie poruszyło. Zamrugał parę razy. Chyba się przewidział, czy to... Nie miał sprzętu do robienia USG, więc posłużył się prostą metodą. Przyłożył ucho do jej brzucha. Niemożliwe... Biły dwa serca. Od Akemi i... dziecka.
- Gratuluję. Za kilka miesięcy urodzi się dziecko. - Kamio słysząc to otworzył szeroko usta. Nie mógł w to uwierzyć. Ale jak?! Przecież człowiek nie może mieć dziecka z demonem. Zaczesał włosy do tyłu próbując jakoś posklejać to. Wtedy spojrzał na mały ruch dłoni dziewczyny. Budzi się!

czwartek, 6 października 2016

Rozdział XVIII

  Po tych kilkunastu godzinach ocknęła się. Kamio dalej na niej spał wtulony w jej piersi. Tak bardzo się sobie podobała, a teraz jest oszpecona. Dotknęła swojej twarzy a na jej twarzy pojawiło się wielkie zdziwienie. Ale jak to? Nie ma na twarzy blizn? Zaczęła dotykać swoje ciało. Blizny zniknęły. Jednak nie wszystkie, bo zostawił na jej kobiecości swoje imię. Czyżby to była ta nagroda, o której wspominał? W sali tortur robiła wszystko posłusznie, ale z niechęcią. Cóż, cieszyło ją to niezmiernie. Chciała dotknąć jeszcze swoich piersi, czy i na nich czegoś nie zostawił, ale...
- Nie wierć się - Warknął pod nosem wtulając się w nią. Była taka miękka, taka ciepła, nie to co jego poduszki z pierzem.
- Dziękuję, że uleczyłeś rany. Może nie wszystkie, ale większość... - Powiedziała kładąc swoją dłoń na jego głowie i lekko pogłaskała. Od razu spodobało mu się to.
- Byłaś posłuszna. Nagroda, tak jak wspominałem w wannie, musi być - Oznajmił mamrocząc. Jednak wpadł na pewien znowu brutalny pomysł. A gdyby tak ją potraktować ogniem? Może nie całe ciało a kawałek? Wtedy będzie na prawdę krzyczeć. Ale tylko poparzenie drugiego stopnia. Nie chciał, by miała martwe tkanki. Ale to później. Na razie nie chce mu się dupy ruszać z tego łóżka. Tak wygodnie mu się leżało, a ona niech oswoi się ze swoim ciałem, które i tak niedługo zostanie ponownie oszpecone.
  Po jakimś czasie uznał, że dosyć tego leżenia. Czuł, jak dziewczyna chciała mu się wcześniej wyrwać, że chciała pójść do kuchni czy do toalety, ale od kiedy ona tu jest ważna? To tylko zabawka i może robić z nią co tylko zechce. Wcześniej ją naprawił, ale teraz nie ma zamiaru. Jakiś ślad musi być na stałe, by w przyszłości miał co podziwiać i powspominać. Jednak czy Akemi dotrwa do tego czasu? Wszystko zależy od tego jak wytrzymała jest zielonooka a coś tak przypuszczał, że prędzej popełni samobójstwo. Nie pozwoli jej na to, niech męczy się dalej. Zginie tak jak on chce a zginie w męczarniach i to jakich. Będzie ją zabijał powoli, ale brutalnie na wszelkie możliwe sposoby. Wstał z łóżka przeciągając się. Akemi zaś skorzystała z okazji i ubrała się. Nie miała najlepszych ciuchów tutaj, jedynie swoją bieliznę. Chłopak mógł pozwolić na to, by wzięła jego koszulę, ale po co, skoro zaraz i tak będzie w strzępach. Sięgnął więc do jej głowy ręką i pociągnął ją za blond włosy.
- Idziesz ze mną. - Mruknął pod nosem i zaciągnął ją znów do sali tortur nie zważając na to, że rwie się, przeklina go i drapie po rękach a pazurki to ona miała. Zirytował się jednak i zatrzymał się. Żeby więcej już go nie drapała wyrwał jej wszystkie paznokcie. Odrosną jej. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy zaczęła krzyczeć i płakać z bólu po czym ruszył dalej. Znalazłszy się na sali przywiązał dziewczynę do madejowego łoża.
- Daj mi już spokój! Gwałt ci nie wystarcza?! Ani cięcia nożem?! - Wykrzyczała marszcząc brwi. Czuła ten piekący ból na miejscu, gdzie były wcześniej paznokcie. Ból robił się nieznośny i aż bała się pomyśleć co wymyślił tym razem.
- Nie. Ciągle mi mało. Chcę jeszcze więcej i więcej. Chcę patrzeć jak się krzywisz, płaczesz. Chcę słyszeć jak krzyczysz i błagasz o litość. - Powiedział mając na twarzy ten psychopatyczny uśmieszek. Podszedł do lady a z niej wyciągnął pochodnię i zapalił. - No to będzie ślad. Nie martw się. Dołożę starań, by cię to zabolało.
  Po tych słowach przyłożył płonącą pochodnię do jej żebra. Czuł jak skóra się piecze. Najchętniej odgryzłby kawałek jej ciała. Żywiłby się nią codziennie. Jeden kawałek na dzień. Był ciekawy po ilu razach padnie. Tak czy siak nasłuchiwał jak krzyczy. Oj tak, to muzyka dla jego uszu. Nic nie jest w stanie zastąpić ten agonalny wrzask. Musiał jednak uważać, żeby cała się nie podpaliła. Szkoda by było stracić w kilka dni zabawkę, która dostarcza mu tak dużo rozrywki. Tortury nie trwały długo. Zaraz po tym zgasił pochodnię w kuble wody. Poparzenie trzeciego stopnia. Może odrobinę przesadził? Jeżeli wda się zakażenie uzdrowi ją, nie chciał by tak szybko odeszła z tego świata. Miał jeszcze tyle planów w stosunku do niej...
- Wypoczywaj sobie. Ja idę obejrzeć horror. - Oznajmił i opuścił salę zostawiając ją samą.

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział XVII

  Wspólna kąpiel jeszcze nikomu nie zaszkodziła, w sumie w ten sposób można się zrelaksować, szczególnie po tym co wczoraj przeżyła. Zamknęła po chwili oczy, będzie musiała znów umyć go całego, dokładnie całego tak jak ostatnio. Jak tak nad tym myślała to zyskała nowy zawód, o ile można to tak nazwać. Niewolnica... Jej mama na pewno byłaby niezadowolona z tego i coś w tym kierunku robiła, ale jak Akemi miała się sprzeciwić Kamio? Bała się go, jest do wszystkiego zdolny. Gdyby chciał mógłby nawet jej wyciągnąć organy przez usta lub mózg kawałek po kawałku przez nos, na samą myśl aż się wzdrygnęła, a Kamio czując to spojrzał na nią.
- O czym pomyślałaś? - Zapytał zaciekawiony, na pewno o czymś strasznym, skoro się wzdrygnęła.
- O niczym ważnym. Zostawię to dla siebie... - Odpowiedziała.
- Pytam się po raz drugi. O czym pomyślałaś? - Zapytał ponownie, ale tym razem ponurym głosem, nie lubił tego. Chciał wiedzieć co ma do ukrycia, nie będzie teraz tolerował sprzeciwów. Jest jego niewolnicą i ma robić to co jej Pan każe. Akemi przełknęła ślinę, pobladła nawet słysząc jakim głosem się wyraża.
- Pomyślałam... - Zacięła się, nie wiedziała czy skłamać, ale wyczułby kłamstwo, powie mu więc wprost - Że jesteś do wszystkiego zdolny. Że byłbyś zdolny do tego, by wyciągnąć mi organy przez usta a mózg kawałek po kawałku przez nos.
- Wiesz, bardzo ciekawy pomysł. - Przyznał - Pozwól, że zastanowię się nad tym.
Dla dziewczyny była to nieciekawa wizja i miała nadzieję, że do tego nie dojdzie, chociaż kto wie co mu po tej głowie chodzi, cieszyła się jednak, że nie miała daru czytania w myślach. Czytanie w myślach kogoś takiego jak Kamio... oj nie wyobrażała sobie tego.
- Pamiętaj, Akemi, że gdy zadam pytanie masz mi na nie odpowiedzieć i zero wymigiwania się. W przeciwnym razie dam ci karę.
- Dobrze. - Odpowiedziała odwracając wzrok, który po chwili przeniosła ponownie na niego, w jej głowie narodziło się nowe pytanie - Skoro jestem twoją niewolnicą to czemu nie siedzę w lochach?
- Powiedziałem ci już, że jesteś moją poduszką a poduszki nie siedzą w lochach. No chyba, ze nie będziesz posłuszna, wtedy zmienię zdanie i poślę cię tam na kilka tygodni aż zrozumiesz jaki błąd zrobiłaś i ładnie przeprosisz. - Mruknął pod nosem, nie chciało mu się na razie wstawać, niech tak leży, niech Akemi nigdzie nie odchodzi, zresztą gdyby nawet to i tak nie dałby jej odejść.
- Postaram się być grzeczna i posłuszna. - Co jak co, ale nie chciała siedzieć w lochach, gdzie jest cholernie zimno, wszędzie narzędzia tortur, mogła sobie tylko wyobrażać jak cierpieli ci, którzy byli tutaj przed nią, Kamio potrafi być straszny, to wiedziała na pewno.
- Dobra dziewczynka. Tak trzymać. Będzie z ciebie na prawdę dobra niewolnica. Będę na tylko hojny, że za dobre sprawowanie nagrodzę cię. - Posłał jej lekki uśmiech, oczywiście jak będzie się nudził zabawi się z nią, w końcu od tego tutaj jest. W sumie nawet teraz zaczął obmyślać pierwszą torturę dla niej. Może rozżarzone szpilki pod paznokcie? Potem zrobi jej takimi akupunkturę, albo... nie, to za słabe. Może powiesi ją za włosy i zacznie chłostać ją biczem? To już coś. Albo zrobi z niej tarczę a sztylety będą mu rzutkami. Jeszcze lepiej! Wie co zrobi... Usiadł drapiąc się po głowie. - Nie skreśla cię to jednak z obowiązku bycia moją zabawką. - Na jego twarzy pojawił się psychopatyczny uśmiech, Akemi już szykowała się do ucieczki, ale Kamio był szybszy, przerzucił ją przez ramię i wyszedł z pokoju. Nie będzie oszpecał ścian, w lochach może sobie pozwolić na wszystko.
- Proszę, puść mnie! - Wykrzyczała zrozpaczona.
- Ciiii... Nie zedrzyj sobie teraz gardełka. Chcę usłyszeć jak drzesz się, jak twój krzyk rozchodzi się po całych lochach. Poza tym jesteś moją zabawką i masz robić co ci każę.
  Będąc po kilku minutach w lochach przywarł ją do ściany wcześniej biorąc wiertarkę. Przywiązał jej jedną rękę, by nie mogła nią ruszyć, spojrzał po chwili na jej nogi.
- Niech ci nie przyjdzie do głowy kopnięcie mnie, bo przewiercę ci czaszkę. - Warknął unosząc na nią wzrok. Ta tylko przełknęła głośno ślinę, a właśnie to miała w planach. Chwycił jej rękę unosząc ją wysoko. - A terał ładnie rozprostuj palce. - Akemi zerknęła na niego przestraszona, jednak zrobiła to co chciał. Każdy palec przewiercił śrubą mocując ją mocno do ściany. Za każdym razem, gdy miała przewiercony palec wybuchła płaczem i krzykiem, który rozniósł się echem po całym lochu. Na twarzy chłopaka gościł ten sam psychopatyczny uśmiech. Zlizał jej słone łzy z policzka po czym zajął się drugą ręką. Dziewczyna z trudem powstrzymywała się od kopnięcia go. Pamiętała jednak jego przestrogę i wiedziała, że nie żartuje. Krzyczała na prawdę głośno, nawet gardło zaczęło ją boleć, ale nic dziwnego. To po prostu bolało. Cholernie bolało. Gdy jej ręce były już umocowane odsunął się od niej. Nie powinna się zarwać. Wziął pierwszy lepszy nóż i rozciął jej ubrania wliczając w to stanik i majtki. Blondwłosa poczuła na swojej skórze nieprzyjemne zimno ciągnące od murów lochu.
- Bez ubrań wyglądasz seksowniej. - Uśmiechnął się lubieżnie przyglądając się jej ciału, które polizał swoim długim językiem od krocza w górę. Pierwsze cięcie zrobił na jej kroczu, w sumie to kilka, ale małych. Wyrył tam swoje imię delektując się jej krzykiem jednocześnie. - Teraz nikt cię nie dotknie. Nikt oprócz mnie. - Powiedział i zrobił kolejne cięcia wzdłuż jej ciała uważając, by jej wnętrzności nie wyszły na zewnątrz. W końcu to człowiek, którego łatwo zabić, więc musi uważać. Z każdym jej krzykiem cięcia robiły się większe a uśmiech robił się jeszcze bardziej szaleńczy i godny prawdziwego psychopaty, pociął też jej twarz, nie żałował żadnego zakamarka jej ciała. Bawił się tak jeszcze z dwadzieścia minut po czym odłożył a raczej wyrzucił nóż za siebie, tak jest dobrze. Jest cała pocięta, no może prócz jej pleców i pośladków, ale przód najbardziej rzuca się w oczy. Akemi patrzyła na niego, miała zamiar coś powiedzieć, ale z utraty krwi straciła przytomność. On tylko westchnął, odkręcił śruby i znów przerzucił ją przez ramię. Nie ruszało go to, że jest cały w jej krwi. Liczy się to, że dobrze się bawił, że dziewczyna dostarczyła mu tej rozrywki. Była posłuszna. Powinna zostać wynagrodzona. Zniknął razem z nią i pojawili się w jego sypialni, tam położył ją na łóżku i przyjrzał jej się. Co jak co, ale nie chciał postrzępionej poduszki. Jej twarz teraz była oszpecona, jej całe ciało z przedniej strony. W nagrodę zasklepi te rany, by nie było po nich blizn, zostawi tylko jej krocze. Jego maskotka jest podpisana. Resztę ran polizał i za sprawą jego śliny rany zniknęły zaś te miejsce, gdzie było jego wyryte imię opatrzył a następnie przykrył kołdrą sam kładąc się obok niej, a raczej na niej... Na jej nagich ciepłych piersiach po czym zasnął.

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział XVI

  Następnego dnia, o ile dniem można to było nazwać, Akemi ocknęła się. Myślała nad tym czemu zemdlała, była zmęczona? Nie... To było coś innego, wtedy przypomniało się jej do czego doszło. Usiadła gwałtownie chwytając się za głowę. Tak brutalnie jeszcze nikt jej nie potraktował, nawet teraz czuła lekkie pulsowanie w kroczu, co było na prawdę irytujące. Kamio jednak był na tyle miły, że przykrył ją tym kocem a nie zostawił ją nagą. Po chwili opadła na łóżko wpatrując się w sufit. Chciała sobie cokolwiek przypomnieć, pamiętała, że została zmuszona by krzyczeć, ale potem pewnie zemdlała.
- Już się obudziłaś? - Zapytał opierając się o framugę drzwi przyglądając jej się uważnie.
- Tak. Na szczęście tak. - Odpowiedziała spokojnie dalej patrząc w sufit.
- Przyznaj, że ci się podobało. Tak krzyczałaś. - Na jego twarzy zawitał wredny uśmiech.
- Nie podobało mi się w ogóle. Może gdybyś był delikatniejszy to zastanowiłabym się nad tym.
- Co ty nie powiesz? A ja lubię ostrą jazdę. - Uśmiechnął się lekko i odbił się biodrem od framugi kierując się w jej stronę po czym usiadł na łóżku. - Co ty na to, by powtórzyć to?
- Co? Nie!
- I tak nie masz nic do gadania, bo jesteś moją niewolnicą. Będziesz robić wszystko co ci każę i bez żadnych 'ale'. - Mruknął, był śmiertelnie poważny, zresztą jak zawsze, rzadko co żartował. Akemi spojrzała na niego po czym przymknęła powieki, chyba nie miała innego wyjścia. Za sprzeciw pewnie zostanie ukarana. Nawet nie chciała wiedzieć w jaki sposób, ale znając jego to w bardzo okrutny.
- Dobrze. - Odpowiedziała. - Zrobię wszystko co mi rozkażesz.
- I bardzo dobrze. Zacznijmy od tego, że się przesuniesz. - Gdy zrobiła mu miejsce wszedł pod koc, ale nie zamierzał jej zgwałcić, wręcz przeciwnie. Chciał trochę odpocząć a ona tak ładnie pachniała. Po chwili objął ją po czym położył swoją głowę na jej piersiach, były takie miękkie. - Idealnie nadajesz się na moją poduszkę. - Wymruczał pod nosem. Akemi była nieco zdziwiona tym co w tej chwili zrobił, ale koniec końców pozwoliła mu na to, co więcej zaczęła go głaskać po głowie a ten pod wpływem jej dotyku zaczął zasypiać wsłuchując się w bicie jej serca. Nie biło szybko, co znaczy, że się nie bała. Zaczęła tylko rozmyślać, dlaczego Kamio ją zgwałcił. Po dłuższej chwili rozmyślania doszła do wniosku, że to był efekt pożądania, ale zapyta dla pewności, gdy Kamio się obudzi. Na razie niech sobie pośpi, chociaż powinna go teraz zrzucić z łóżka za takie traktowanie jej. Jednak nie tyle bał się reakcji chłopaka co też nie miała sumienia by to zrobić, może dlatego, że tak słodko spał? Cóż, możliwe...
   Obudził się parę godzin później tuląc się nadal do jej nagiego ciała. Za wygodnie mu się leżało.
- Będziesz moją poduszką numer 2, gdy zdarzy mi się moją poduszkę numer 1 rozszarpać na strzępy. Jesteś taka wygodna... - Wymruczał pod nosem wtulając się w jej piersi. Akemi ni stąd ni zowąd zaśmiała się rozbawiona, cóż, nic dziwnego. Rozbawił ją jego komentarz.
- Cieszę się, że jestem taka wygodna.
- Masz do tego predyspozycje, nie ma co... - Pokiwał głową wtulając się w nią bardziej.
- Kamio... Mogę cię o coś zapytać?
- Możesz. Pozwalam ci. - Odpowiedział na co dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Tak sobie myślałam i myślałam, kiedy ty spałeś... - Zaczęła głaszcząc go nadal po głowie. - Czemu mnie zgwałciłeś? - Wiedział doskonale, ze kiedyś zada te pytanie, no cóż, ludzka ciekawość.
- Chwila słabości, pożądanie kobiecego ciała. Straciłem panowanie nad sobą. - Odpowiedział. Akemi nie pomyliła się za wiele, cóż, każdy facet tak ma, więc to mogła mu wybaczyć, jednak nie była świadoma tego, że doszło do czegoś więcej niż samo zbliżenie. Kamio w niej doszedł, ale nie musi tego wiedzieć. Przecież ludzka kobieta nie może zajść w ciążę z demonem, a jeżeli nawet to zdarza się to bardzo rzadko.
- Rozumiem. Tak też myślałam, ale wolałam się upewnić.
- Mhm. Umyjesz mnie dzisiaj, ale obowiązkowo będziesz siedzieć ze mną w wannie. Ktoś w końcu musi robić za moją poduszkę nawet podczas kąpieli. - Oznajmił.
- Dobrze. Będę się z tobą kąpać. - Uśmiechnęła się delikatnie obejmując go drugą ręką.

                                                                           ***

środa, 7 października 2015

Rozdział XV (+18)

  On najwyraźniej się na żartach nie zna. W sumie ten żart brzmiał na prawdę wiarygodnie, za co Kamio przyznał jej pochwałę, ale dla niego to nie było śmieszne. Przecież mogli zginąć ludzie, w zasadzie to on się tym nie przejmuje, bo sam lubi mordować. Dobrze jednak, że szybko się przyznała, że żartowała. Gdyby trochę z tym zwlekała to na prawdę ruszyłby do świata ludzi, by zabić tych, którzy się w sobie kochają, którzy darzą siebie uczuciami. Nie dziwił się Akemi, że była tak żądna krwi. W końcu jedyną osobą, która ją kochała była jej mama. On sam nie potrafi kochać, nie wie co to za uczucie. Już jedna osoba wyznała mu miłość, była to jednak miłość nieodwzajemniona, ale tak czy siak lubił tamtą dziewczynę, mimo że była płaska jak deska i mała to i tak ją lubił.
- Nie gorączkuj się tak, Kamio. Jeszcze zmarszczek dostaniesz i na co ci to będzie, hm? - Uśmiechnęła się wrednie.
- Tobie zmarszczki grożą. Mnie nie. Mam ponad dziewięć tysięcy lat i jak widzisz dobrze się trzymam. A ty jesteś człowiekiem, który z biegiem czasu starzeje się. - Chociaż kto wie, może przedłuży jej życie? Bardzo dobrze bawi się z nią w snach, więc nudno by było mu bez niej. Przynajmniej jakoś zabije czas, bo czemu nie. Pewnie niejeden demon by tak zrobił na jego miejscu.
- Trudno. - Wzruszyła ramionami kompletnie tym nieprzejęta, starzenie się to normalna kolej rzeczy u człowieka, chociaż fajnie by było żyć tak długo jak Kamio i nigdy się nie starzeć. - Idę zjeść kolację i pójdę spać.
- Tak, idź. - "Idź, bo jutro czeka nas wspaniała zabawa" dodał w duchu. Plan idealny, jeszcze zrobi z niej niewolnicę, będzie jeszcze zabawniej! Będzie się nią wysługiwać, a jak!
  Akemi poszła do kuchni, zrobiła sobie dwie kromki chleba z masłem orzechowym, zasiadła do stołu jedząc sobie spokojnie, a gdy już zjadła poszła na górę do swojego pokoju, weszła pod kołdrę i niemalże od razu zasnęła. Kamio udał się do swojego pokoju. Dzisiejszej nocy da jej pospać, niech się pocieszy tę jedną przespaną nocą, bo od jutra już nie będzie litości. Położył się do łóżka i cierpliwie czekał na jutro, nie będzie łagodny, wręcz przeciwnie, doprowadzi ją do nieprzytomności. Jest do tego zdolny, wystarczy, że się postara, czego wcale nie musi, bo wie, że zrobi to bez problemu. Mijały godziny, czekał na ten moment aż tu nagle przysnął. Przespał pół dnia, sam nie wiedział co go tak wykończyło, ale i tak dzisiaj nic go nie powstrzyma przed wdrążeniem planu w życie. Wstał z łóżka, przeczesał palcami włosy zaczesując je do tyłu i udał się do pokoju dziewczyny, bo akurat tam siedziała i pewnie czytała jakąś książkę. Nie pomylił się. Wchodząc do jej pokoju ujrzał ją leżącą z książką w ręku, nie interesowały go książki. On wolał pić. Tak, picie alkoholu, do tego widok pijanej Akemi byłby niezapomniany. Zresztą czemu by nie? Można ją upić, zrobi potem wszystko co jej każe, nawet stanie na głowie.
- Co czytasz? - Zapytał udając zainteresowanie.
- "Wrota czasu". - Odpowiedziała, książka dla niej była na prawdę ciekawa, może nie ma w nich obrazków, ale od czego jest wyobraźnia? Czytając obrazy w głowie same się pojawiają. Kamio podszedł do niej i usiadł na łóżku. Dziewczyna była zaczytana i denerwowało go to powoli, że nie zwraca na niego uwagi. W końcu nie wytrzymał i wytrącił książkę z rąk dziewczyny, która gwałtownie się podniosła. Kamio jej oczywiście na to nie pozwolił, chwycił ją za gardło i przywarł do łóżka.
- Co ty na to, by trochę się zabawić? Będzie coś innego niż takie nudne książki. Zapewniam, że będzie bardzo ciekawie. - Na jego twarzy wymalował się uśmiech, który nie wróżył nic dobrego. Akemi zaczęła się rwać, wierzgać. Nie wiedziała co planuje, ale było to złe. Sam jego uśmiech dużo mówił.
- Puszczaj mnie! Natychmiast! - Krzyknęła po czym wymierzyła cios w jego szczękę. Kamio w ostatniej chwili chwycił za jej nadgarstek.
- Bym zapomniał. Od dzisiaj jesteś moją niewolnicą. Nawet bez kontraktu twoja dusza należy do mnie i wezmę ją sobie, kiedy tylko będę chciał. Bardziej nadajesz się na niewolnicę niż moją Panią. - Podsumował. Ugryzł ją w nadgarstek, w miejsce gdzie był znaczek, który po chwili zniknął. Kontrakt został zerwany. Teraz to on będzie rządził. W jego dłoni pojawiła się czarna mgiełka, która uformowała się w sztylet. Nałożył jej dłonie na siebie i przybił obie do łóżka co skutkowało donośnym krzykiem dziewczyny przepełnionym bólem.
- C-co ty chcesz zrobić? - Zapytała przestraszona.
- Co chcę zrobić? Hmm... Torturowanie odłożę może na jutro. Na droczenie się z tobą to nie wygląda... A tak! Wiem! Chcę... - Nachylił się nad jej uchem. - Wejść w ciebie. - Wyprostował się. Widząc jej zapłakaną buźkę uśmiechnął się triumfalnie. Będzie brał ją od przodu. Chce widzieć jej wyraz twarzy. Chce czerpać z tego przyjemność. Zdarł z niej bez problemu koszulkę, stanik, spodnie i majtki. W pewnej chwili Akemi kopnęła go w żebro. Nie chciała być rozdziewiczona, bynajmniej nie w taki sposób. Chłopak oburzony uderzył ją w twarz.
- Masz leżeć spokojnie. - Warknął pod nosem. Widząc, że się uspokoiła spuścił spodnie z bioder a następnie bokserki. Chwycił ją za uda rozszerzając jej nieco nogi po czym mocno i brutalnie wszedł w nią z podłym uśmiechem na twarzy. Akemi lekko jęknęła i gdyby tylko mogła to zacisnęłaby teraz ręce. Kamio będzie jak najbardziej brutalny. Poruszał się w niej mocno a każde kolejne pchnięcie było coraz mocniejsze.
- Krzycz!
- Odwal się ode mnie! - Warknęła po czym znowu ją uderzył i drugi raz, ale nieco mocniej, by wiedziała, kto tu teraz jest górą, że to on teraz jest jej Panem i ma robić wszystko co jej każe.
- Krzycz! - Warknął podirytowany posuwając ją jeszcze mocniej. Dziewczyna zapłakana nie miała wyboru. Zaczęła krzyczeć przy każdym kolejnym pchnięciu, które stawało się coraz mocniejsze. Po chwili jednak przyspieszył nieco ruchy bioder, ale siła posuwania dziewczyny została niezmieniona, no może trochę, bo posuwał ją teraz z całych sił jakby ją miał zaraz rozerwać, ale nie o to mu chodziło. Chodziło o to, by dziewczyna zemdlała, co po pewnym czasie się stało. Jej krzyki orgazmu ucichły a on i tak nie przestawał. Kamio był tym na prawdę podniecony. To była tylko chwila, kiedy wypełnił jej wnętrze nasieniem. Otarł z czoła kropelki potu. Zabawa była przednia. Uśmiechnął się jeszcze raz triumfalnie po czym wyszedł z niej i ubrał bokserki jak i spodnie, które ześlizgnęły mu się aż do kostek. Zaczesał palcami włosy do tyłu, przykrył Akemi kocem, po czym opuścił jej pokój, kierując się prosto do łazienki. Może kiedyś to jeszcze powtórzy? Spodobało mu się to.