Ojcostwo dla Kamio to coś nowego. Zabawiał się z innymi paniami, z innymi kobietami rasy ludzkiej, ale nigdy nie zdarzyło mu się, by jakaś kobieta i w dodatku człowiek był w ciąży i nosiła jego dziecko pod sercem. Najwidoczniej Akemi jest inna. A może to tylko przypadek? Tak, zwykła wpadka, no ale... Nie będzie przecież winić za to blondynkę. Bał się jednak mieć na rękach takiego małego brzdąca, bo jeszcze zrobi coś nie tak i zrobi maleństwu krzywdę. Gdy dziewczynka się rozpłakała od razu podał ją Akemi. Chyba jest za straszny dla niej. Sama Akemi się go boi i nic dziwnego. W końcu tyle złego jej zrobił. Ograniczy się teraz do robienia jej krzywdy. Ma jednak możliwość wejścia w jej sen i tam urządzi rzeź. W sumie mógł to zrobić, gdy była przez te sześć miesięcy w śpiączce, ale... nie dał rady. Zamartwiał się, że nigdy się nie wybudzi a cieszył się niezmiernie jak otworzyła oczy, jak przemówiła. Więc to się nazywa prawdziwe szczęście.
Akemi przejęła małą, żeby ją nakarmić. Była głodna. Teraz będą nieprzespane noce. Bała się jednak jak na to Kamio będzie reagował. Będzie zły? Boi się go obudzić, bo wie, że będzie z nią źle, ale... nie da skrzywdzić dziewczynki. Będzie ją chroniła ze wszystkich sił przed wszystkimi, nawet gdyby miało zależeć od niej życie.
- Więc była głodna. Myślałem, że mój widok ją odstrasza. - Powiedział wpatrując się w dziewczynkę. Dalej nie umiał uwierzyć w to co się stało. Doczekał się dziecka. Pierwszego dziecka!
- Aż tak brzydki to ty nie jesteś, by się ciebie wystraszyła. Musiałbyś wyglądać jak dzwonnik z katedry. Krzywy nos, zez i garb jak wielbłąd. - Zaśmiała się. Ale nie był brzydki. Był nawet dość przystojny, ale... dziewczyna i tak nic do niego nie czuła, no bo jak? Nie ma tu żadnego uczucia oprócz strachu, ale może po tym, jak będzie spędzał czas z Kasumi zmieni się. Będzie bardziej czulszy i milszy. Tak jak teraz. Ale nie ma co liczyć na to, można mieć tylko nadzieję a jak wiadomo nadzieja matką głupich.
- Dzięki za taki komentarz. - Mruknął wstając z łóżka - Idę się przespać.
- Dobrze. - Odparła. Została teraz sama z Kasumi. W sumie to nawet dobrze. Chciała tej chwili samotności. Potrzebowała tego. Odstresowywała się w takich momentach. Kamio tymczasem myślał co zrobić w śnie dziewczyny, by bała się równie dobrze jak w rzeczywistości. Może zje ją żywcem? Nie... Tak czy inaczej na pewno będzie się nad nią znęcał. Położył się na kanapie i włączył telewizor i przy włączonym telewizorze zasnął. Obudził się wieczorem (to był chyba wieczór, bo nie idzie zidentyfikować czy to dzień czy to noc) i od razu poszedł do Akemi, która spała. Kasumi spała w łóżeczku. Idealnie. Usiadł obok Akemi, zamknął oczy wchodząc do snu. Nie obudzi się tak łatwo, nie da jej się obudzić, póki on nie skończy. W śnie pojawił się na jakiejś łące. Widział tam Akemi z jakimś obcym mężczyzną, która była z nim szczęśliwa. Warknął pod nosem. Mimo że to sen to był o nią... zazdrosny? Dziwne uczucie, ale nawet we śnie nie pozwoli, by ktoś dotykał jego zabawki, więc pojawił się przy chłopaku i urwał mu najzwyczajniej w świecie głowę.
- Coś ty zrobił najlepszego?! - Wykrzyczała mu w twarz - Wyjdź z mojego snu! Nie jesteś tu mile widziany!
Chłopak uderzył ją w twarz otwartą dłonią. Nikt nie będzie na niego krzyczał, nawet ona. Tutaj nie musi się powstrzymywać. Będzie cierpiała jak nigdy dotąd, chociaż ból w śnie a w rzeczywistości jest zupełnie inny. W jego ręce pojawił się sztylet i odciął jej język. Walnie mu jeszcze jakąś wiązanką, czego wręcz nie znosi. Następnie wydłubał jej oczy i odciął małżowiny uszne. Krzyk jaki wydawała z siebie, tyle krwi... To sprawiało mu ogromną radość. Szkoda tylko, że nie może zrobić jej tak na prawdę, byłoby o wiele ciekawiej, gdyby nie była człowiekiem a kimś, kogo trudno zabić, no ale cóż. Nie może narzekać, bo i tak jest zabawnie. Zaczął ciągnąć za jej włosy tak mocno, że aż skóra odchodziła od czaszki. Pozbawił ją tych długich, ale pięknych i miękkich włosów. Tak samo było z piersiami. Je też odciął. Dziewczyna krzyczała, ale płakać nie płakała, bo nie miała jak. Odciął jej w końcu rękę a potem nogę. Taka kałuża krwi stworzyła się obok niego, krew spływała po niej i po jej twarzy. W końcu uznał, że wystarczy i chwycił ją za szyję dusząc. Dziewczyna rwała się, szamotała na boki, ale koniec końców została uduszona. Po tym małym przedstawieniu wyszedł z jej snu pozwalając się jej obudzić, jednak ta, mimo takiego koszmaru, nie obudziła się. Ponadto była cała blada a usta miała wręcz sine!
- Akemi? - Szturchnął ją zaczynając na nowo się martwić. Przecież to był tylko sen. Wszystko z nią dobrze, z oczu nie leci krew, uszy ma całe i ręce też. Położył głowę na jej klatkę piersiową. O cholera, jej serce! Ono nie bije! Bezzwłocznie przystąpił do masażu serca i sztucznego oddychania. Ona nie może odejść! Nie może! Nie pozwala jej na to! Niedawno została matką dziewczynki i miała ją zostawić Kamio na wychowaniu? Przecież on sam nie da sobie rady, bo co matka to matka. On nie karmi piersią, nie ma takiej ręki do dzieci jak Akemi - Akemi! Obudź się!
Krzyki jednak na nic się zdały. Tylko Kasumi to obudziło, przez co zaczęła płakać. Tutaj Kasumi a tutaj Akemi potrzebuje pomocy i to szybkiej pomocy! Po co on to w ogóle zrobił? Chciał się zabawić. Liczył na to, że się obudzi, wydrze się, ale... nic takiego nie nastąpiło. Znowu odeszła. A co jeśli znów się nie obudzi? Ona w ogóle nie śpi. Leży martwa na swoim łóżku. Nie nacieszyła się długo dziewczynką. A była taka szczęśliwa mając ją na rękach a teraz? Teraz jej duch będzie ją prześladował.
- Akemi, błagam!!! Wróć do mnie, słyszysz?! Otwórz oczy! Nie możesz mi tego zrobić...! Nie możesz odejść... - Poddawał się. Jego głos zelżył a jego tęczówki nabrały seledynowej barwy. Tak się bał o jej życie, kiedy ona już nie żyła. Jego oczy napełniły się łzami, nie zwracał jednak na to szczególnej uwagi. Jedyne czego chciał, to żeby Akemi wróciła do niego - Proszę. Wróć...
To tylko sen. To był tylko najzwyklejszy dla niego sen. A teraz przerodził się dla niego w koszmar. Nachylił się bardziej nad nią. Z pewnością dziewczyna na to nie zasłużyła. Przywiązał się do niej, chociaż robił jej tyle świństw. I mimo że to dla niego była zabawka... Stała się mamą jego dziecka. A przynajmniej nią była. Miał tylko nadzieję, że Kasumi w przyszłości wybaczy mu ten błąd. Oparł się czołem o jej czoło. Kilka łez spadło na jej zimne i blade policzki. Sam nie wiedział co nim kierowało, ale czuł, że musi to zrobić. Że chociaż tak zakończy jej męczarnie przy nim. Ucałował jej martwe usta.
Muzyka
niedziela, 22 stycznia 2017
niedziela, 15 stycznia 2017
Rozdział XX
Patrzył to na jej ruchy ręki, to na jej twarz, jednak nie otworzyła oczu. Czemu on się tak martwi? Przecież to najzwyklejsza dla niego zabawka, więc czemu?! Sam siebie teraz nie rozumiał. Dla niego było to wręcz niepojęte jak mógł się martwić o człowieka, ale z drugiej strony... Będzie miał potomka. Pierwszy raz w życiu. Nie widział w siebie w roli ojca, bo nigdy o dziecku nie myślał. Nawet nie planował go mieć, jednak za kilka miesięcy przyjdzie na świat. Najgorsze jest to, że dziewczyna nic nie jadła a płód dalej się rozwijał. Czuł coś dziwnego. Pierwszy raz coś takiego czuł. Troska. Tu chodzi o życie jego dziecka. Musi przystopować trochę. Nie, rzucić swoje chore zabawy na czas kilku miesięcy. Nieee... Nie mógł jej znów ranić. To jednak będzie oddziaływać na dziecko. W takim razie ograniczy się tylko do wchodzenia w sny. Jej ciało zostawi w spokoju. Jednak... nie będzie tak często zaglądał w jej sny. To zaszkodzi dziecku, ale... czy Akemi będzie je chciała? To jest dziecko z gwałtu. W dodatku to będzie dziecko Kamio, którego się boi i w duchu nienawidzi.
Dziewczyna uchyliła lekko powieki. Gdy Kamio zobaczył, że rozgląda się na boki podniósł się gwałtownie. Akemi widząc go nachylonego nad nią przeraziła się. Chciała teraz krzyczeć, nawet otwarła usta, ale w pewnym momencie zamknęła je, gdy tylko brunet się do niej przytulił. Nic nie rozumiała. Czemu ona w ogóle żyje? Przecież się powiesiła, więc jakim cudem?! Sprawka Kamio? Najwyraźniej, ale to przecież niemożliwe. Ale jednak znalazł sposób na przywrócenie jej do życia.
- P-p... Przepraszam. - Wyszeptał jej na ucho. Ledwo przeszło mu to przez gardło, a jednak należą jej się przeprosiny. Dziewczyna zdziwiła się jeszcze bardziej. Nie, to chyba sen. Mimo wszystko... przytuliła go do siebie i zaraz po tym wybuchła płaczem. Wcale się jej nie dziwił. Tyle przeżyła a teraz musi to wylać z siebie. Płakała i płakała. Już koszulkę miał mokrą od jej łez. Przestała płakać, gdy wsunął rękę pod kołdrę. Już miała go odepchnąć, bo myślała, że chce ją "tam" dotknąć, ale rękę zatrzymał na jej brzuchu. Popatrzyła na niego podejrzanie.
- Nie patrz tak na mnie. Nie wiedziałem, że tak idzie... - Mruknął.
- On ma na myśli, że za parę miesięcy zostaniesz mamą. - Sprostował Luke patrząc na dziewczynę, która pobladła na wieść o tym. Odkryła kołdrę i spojrzała na swój brzuch, który był już nawet duży. Spojrzała na Kamio, który ją puścił ze swojego uścisku. Zmarszczyła brwi. Po jej wzroku wiedział, że usunie ciążę. Cóż, nic dziwnego, bo nie chciała mieć dziecka z gwałtu i od kogoś, za którym nie przepada.
- Nic mu nie jest? Żyje? - Dopytywała się. Leżała zapewne bardzo długo. Kilka miesięcy w śpiączce na pewno była. Kamio zdziwił się tym pytaniem. Czyli... się mylił. Chciała tego dziecka, mimo ze było ono z gwałtu.
- Tak, nawet cię kopnęło. - Uśmiechnął się lekko brunet.
- Macie szczęście. - Odpowiedziała. Ulżyło jej. Nie jest wyrodną matką, która porzuca dziecko. Przecież to też istota żywa. Nie rozumiała, czemu usuwają niektóre dziewczyny ciążę. Owszem, po gwałcie mają prawo, ale... Widziała w oczach Kamio, że i on chciał tego dziecka. Nie wiedziała, czy mu w tej kwestii zaufać. Czy nie postąpi tak samo jak z nią, czy nie będzie jej krzywdził. Ale... Kamio przecież będzie ojcem. - Długo spałam?
- Tak, sześć miesięcy. - Brunet dostał nauczkę. Nie może tak pochopnie postępować. - Nic nie jadłaś przez te sześć miesięcy. Byłaś jedynie pod kroplówką. Jesteś głodna?
- Jak tak teraz o tym wspominasz to na prawdę zgłodniałam. - Chciała się ruszyć, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Tylko nie to... Nie mówcie, ze musi nauczyć się chodzić!!! Ona musi chodzić. Świetnie. Co jeszcze ją spotka złego?
- Pójdę ci coś zrobić, a ty wypoczywaj. - Powiedział opuszczając pokój. Doktor jednak został.
- Proszę się nie niepokoić. Możliwe, że to minie, ale potrzebujesz ćwiczeń. Niektórzy po śpiączce nie potrafią mówić, więc istnieje szansa, że znowu zaczniesz chodzić. - Posłał jej ciepły uśmiech. Miała taką nadzieję...
Trzy miesiące później na świat przyszła dziewczynka. Były niemałe trudności przy porodzie. Istniało ryzyko, że Akemi umrze, ale tak jednak się nie stało. Dzielnie walczyła, byleby tylko być przy dziecku. Poród odebrał doktor. Kamio nie dałby rady, on się do tego nie nadaje, chociaż doktor Luke pierwszy raz odbierał poród. Nawet proponował jej cesarkę, ale słysząc, że nabawiłaby się kolejnej blizny odmówiła. Wolała już rodzić naturalnie i udało jej się. Ze szczęścia aż łzy jej spływały po policzku. Przytuliła dziewczynkę do siebie, a doktor opuścił sypialnię.
- Więc? Jak dziewczynka będzie mieć na imię? - Zapytał. Akemi myślała nad imieniem dosyć krótko.
- Kasumi. - Odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Obojgu podobało się te imię. Akemi znów nauczyła się chodzić, jednak teraz musi zostać w łóżku. Wypoczywać po tym ciężkim porodzie. Widać po blondynce, że bardzo cieszyła się, że została mamą. Nie przeszkadzało jej to, że jest to dziecko z gwałtu. Kocha je i to się liczy. - Weź ją na ręce. W końcu to też i twoje dziecko. - Kamio zawahał się. To takie drobne, nigdy nie miał dziecka na rękach.
- Spójrz... Ułóż tylko ręce w kołyskę. Ja ci ją podam. - Splótł ręce w kołyskę. Mając już dziewczynkę na rękach jego tęczówki zrobiły się zielone. Usiadł na łóżku przyglądając się brzdącowi. Brunatne włosy, złote tęczówki. Ciekawe po kim charakter odziedziczy. Modlił się o to, żeby nie po nim a po Akemi. Akemi jest spokojna, a gdyby odziedziczyła charakter po ojcu... coś ciężko to widział. Przytulił Kasumi delikatnie do siebie.
Dziewczyna uchyliła lekko powieki. Gdy Kamio zobaczył, że rozgląda się na boki podniósł się gwałtownie. Akemi widząc go nachylonego nad nią przeraziła się. Chciała teraz krzyczeć, nawet otwarła usta, ale w pewnym momencie zamknęła je, gdy tylko brunet się do niej przytulił. Nic nie rozumiała. Czemu ona w ogóle żyje? Przecież się powiesiła, więc jakim cudem?! Sprawka Kamio? Najwyraźniej, ale to przecież niemożliwe. Ale jednak znalazł sposób na przywrócenie jej do życia.
- P-p... Przepraszam. - Wyszeptał jej na ucho. Ledwo przeszło mu to przez gardło, a jednak należą jej się przeprosiny. Dziewczyna zdziwiła się jeszcze bardziej. Nie, to chyba sen. Mimo wszystko... przytuliła go do siebie i zaraz po tym wybuchła płaczem. Wcale się jej nie dziwił. Tyle przeżyła a teraz musi to wylać z siebie. Płakała i płakała. Już koszulkę miał mokrą od jej łez. Przestała płakać, gdy wsunął rękę pod kołdrę. Już miała go odepchnąć, bo myślała, że chce ją "tam" dotknąć, ale rękę zatrzymał na jej brzuchu. Popatrzyła na niego podejrzanie.
- Nie patrz tak na mnie. Nie wiedziałem, że tak idzie... - Mruknął.
- On ma na myśli, że za parę miesięcy zostaniesz mamą. - Sprostował Luke patrząc na dziewczynę, która pobladła na wieść o tym. Odkryła kołdrę i spojrzała na swój brzuch, który był już nawet duży. Spojrzała na Kamio, który ją puścił ze swojego uścisku. Zmarszczyła brwi. Po jej wzroku wiedział, że usunie ciążę. Cóż, nic dziwnego, bo nie chciała mieć dziecka z gwałtu i od kogoś, za którym nie przepada.
- Nic mu nie jest? Żyje? - Dopytywała się. Leżała zapewne bardzo długo. Kilka miesięcy w śpiączce na pewno była. Kamio zdziwił się tym pytaniem. Czyli... się mylił. Chciała tego dziecka, mimo ze było ono z gwałtu.
- Tak, nawet cię kopnęło. - Uśmiechnął się lekko brunet.
- Macie szczęście. - Odpowiedziała. Ulżyło jej. Nie jest wyrodną matką, która porzuca dziecko. Przecież to też istota żywa. Nie rozumiała, czemu usuwają niektóre dziewczyny ciążę. Owszem, po gwałcie mają prawo, ale... Widziała w oczach Kamio, że i on chciał tego dziecka. Nie wiedziała, czy mu w tej kwestii zaufać. Czy nie postąpi tak samo jak z nią, czy nie będzie jej krzywdził. Ale... Kamio przecież będzie ojcem. - Długo spałam?
- Tak, sześć miesięcy. - Brunet dostał nauczkę. Nie może tak pochopnie postępować. - Nic nie jadłaś przez te sześć miesięcy. Byłaś jedynie pod kroplówką. Jesteś głodna?
- Jak tak teraz o tym wspominasz to na prawdę zgłodniałam. - Chciała się ruszyć, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Tylko nie to... Nie mówcie, ze musi nauczyć się chodzić!!! Ona musi chodzić. Świetnie. Co jeszcze ją spotka złego?
- Pójdę ci coś zrobić, a ty wypoczywaj. - Powiedział opuszczając pokój. Doktor jednak został.
- Proszę się nie niepokoić. Możliwe, że to minie, ale potrzebujesz ćwiczeń. Niektórzy po śpiączce nie potrafią mówić, więc istnieje szansa, że znowu zaczniesz chodzić. - Posłał jej ciepły uśmiech. Miała taką nadzieję...
Trzy miesiące później na świat przyszła dziewczynka. Były niemałe trudności przy porodzie. Istniało ryzyko, że Akemi umrze, ale tak jednak się nie stało. Dzielnie walczyła, byleby tylko być przy dziecku. Poród odebrał doktor. Kamio nie dałby rady, on się do tego nie nadaje, chociaż doktor Luke pierwszy raz odbierał poród. Nawet proponował jej cesarkę, ale słysząc, że nabawiłaby się kolejnej blizny odmówiła. Wolała już rodzić naturalnie i udało jej się. Ze szczęścia aż łzy jej spływały po policzku. Przytuliła dziewczynkę do siebie, a doktor opuścił sypialnię.
- Więc? Jak dziewczynka będzie mieć na imię? - Zapytał. Akemi myślała nad imieniem dosyć krótko.
- Kasumi. - Odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Obojgu podobało się te imię. Akemi znów nauczyła się chodzić, jednak teraz musi zostać w łóżku. Wypoczywać po tym ciężkim porodzie. Widać po blondynce, że bardzo cieszyła się, że została mamą. Nie przeszkadzało jej to, że jest to dziecko z gwałtu. Kocha je i to się liczy. - Weź ją na ręce. W końcu to też i twoje dziecko. - Kamio zawahał się. To takie drobne, nigdy nie miał dziecka na rękach.
- Spójrz... Ułóż tylko ręce w kołyskę. Ja ci ją podam. - Splótł ręce w kołyskę. Mając już dziewczynkę na rękach jego tęczówki zrobiły się zielone. Usiadł na łóżku przyglądając się brzdącowi. Brunatne włosy, złote tęczówki. Ciekawe po kim charakter odziedziczy. Modlił się o to, żeby nie po nim a po Akemi. Akemi jest spokojna, a gdyby odziedziczyła charakter po ojcu... coś ciężko to widział. Przytulił Kasumi delikatnie do siebie.
sobota, 14 stycznia 2017
Rozdział XIX
To chyba najgorsze co mogło ją spotkać w życiu. Stała się zabawką dla niego, którą powoli niszczył zostawiając na niej głębokie ślady. Nie potrafiła znieść myśli, że jej ciało będzie cale oszpecone. Do tego jeszcze te poparzenie. Tak jak Kamio przypuszczał po paru dniach wdała się infekcja. Widział jak cierpiała z tego powodu. Aż składała się wpół, chcąc pozbyć się w ten sposób bólu, lecz na marne.
- Trzeba będzie to uleczyć. - Powiedział prowadząc dziewczynę do sypialni. Milczała jak zaklęta. W sypialni przywarł ją do łóżka, jednak ta nie rwała się, co było dziwne. Przecież może jej zrobić krzywdę a ona to ignoruje? Uleczył jej ranę swoją śliną a następnie spojrzał w jej oczy zobaczyć, czy aby na pewno jest z nią dobrze. Wyglądała na prawdę dziwnie. Była nieobecna. Nawet pstryknięcia przed jej oczami nie pomagały. Nie zamrugała. Jej oczy nie były tak żywe, jak kilka dni temu. Jakby przestało jej zależeć na życiu, które dotychczas prowadziła. Ale co on na to poradzi, skoro jest taką fantastyczną zabawką? Nie powinna się z tego cieszyć, że w końcu wywołała na jego ustach uśmiech pełen satysfakcji z tego, że może ją krzywdzić? Chociaż pewnie nie o to jej chodziło. Dla niej życie powinno wyglądać inaczej. Miała być szczęśliwa, spełniać marzenia, znaleźć sobie kogoś z kim mogłaby żyć po kres swych dni. Wszystko to zostało jej zabrane, wraz z dziewictwem, które trzymała dla tego jedynego. Skrzywił się lekko widząc ją w takim stanie. Opuścił sypialnię, spojrzał jeszcze za siebie wychodząc. Ona dalej leżała tak jak leżała. Bez jakiejkolwiek oznaki życia. To już nie jest ta Akemi. Parę rzeczy zmieniło jej pogląd na świat. Nie tak wyglądało jej szczęście. Miała po prostu pecha, że tak to się skończyło. Cóż, zszedł na dół rozmyślając o tym. Czemu on się w ogóle o nią martwi? O jej stan psychiczny? Czyżby... zniszczył ją? Na to wychodzi. Usiadł w salonie na kanapie przygryzając lekko paznokcie. Powyrywał jej wszystkie paznokcie. Palce dalej ją bolą zapewne. Zrobił jej wiele złego, fakt. Ale żeby po paru dniach się poddała? A może ma za słabą psychikę? W sumie nie wiedział jednak, że jej psychikę zniszczył ktoś jeszcze. Nawet nie zamierzała się do tego przyznać. Dla niej był to wstyd, upokorzenie. Wstydziła się też tego, że została na prawdę zgwałcona i to w brutalny sposób i może to jej utkwiło głęboko w głowie? Myślał gorączkowo nad tym co spowodowało jej złamanie ducha, ale każda tortura, którą wykonał była bolesna, więc może to skumulowało się w jedną całość i teraz są tego efekty? Może jednak powinien dać jej jeden lub dwa dni spokoju? Bez żadnej tortury... Spróbować być dla niej - o zgrozo - miłym? Może to da jej trochę szczęścia? O czym on w ogóle myśli?! Jak może myśleć o kimś, zawsze dbał tylko o swój interes a teraz martwi się o nią? Jest z nim źle, oj tak. Tak czy inaczej postanowił. Da jej parę dni wolnego. Niech się nacieszy spokojem, bo jednak to teraz będzie jej potrzebne. Miał sięgnąć po pilota, kiedy nagle usłyszał huk. Było to trochę podejrzane, nie mniej ruszył się, by sprawdzić, co było źródłem tego głośnego trzasku. Gdy wszedł do sypialni Akemi zamarł. Wpatrywał się oszołomiony w ciało dziewczyny, które bezwładnie wisiało na lampie. Ona... powiesiła się. Nie widziała innego wyjścia jak tylko skrócić sobie męki. Przecież uleczył jej ranę, nawet nie ma po niej śladu, więc dlaczego?! Powinna się z tego cieszyć, że ma o jedną ranę mniej a ona wywinęła mu taki numer? Szybko jednak się opamiętał i pospiesznie zdjął ją z kandelabru. Z zamkniętymi oczami wyglądała tak choćby spała. A może ona śpi? Po raz pierwszy Kamio poczuł dziwną pustkę, żal, współczucie. I na prawdę martwił się o nią. Wpuścił do jej ciała przez usta węża. Miała złamany kark jak to zawsze bywa. Zdjął jednak wcześniej pętlę, po której miała wielki ślad na szyi. Tak czy inaczej udało mu się zlepić kości. Wąż wypełzł z jej ust a chłopak przystąpił do sztucznego oddychania. Musiał przywrócić ją do życia. Nie musiał a wręcz chciał! Męczył się z dobrą godzinę nad tym, by jej serce znowu biło, i gdy stracił ostatnią nadzieję, że powoli godził się z tym, że odeszła poczuł puls. Był słaby, ale jednak był co go cieszyło. Cudem uratował człowieka. Jednak, żeby ją podtrzymać przy życiu potrzebował kilku rzeczy, których niestety nie posiadał. Kroplówka, by się nie odwodniła i nie umarła i aparatura, by wiedzieć w jakim jest stanie. Coś czuł, że nie obudzi się szybko... Przypomniało mu się teraz, że miał lekarza. Wezwał go pstryknięciem palców.
- Luke, potrzebuję kilka rzeczy do podtrzymania jej życia. - Powiedział pospiesznie.
- Pierwszy raz zachowujesz się tak w stosunku do człowieka. Pierwszy raz zależy ci na życiu człowieka. - Zauważył starszy mężczyzna.
- Nie pieprz mi tu, tylko dawaj potrzebne rzeczy. Jej życie wisi na włosku. - Warknął. Doktor mruczał coś pod nosem, ale przyniósł to czego chciał Kamio. Położył ją na łóżku, podłączył do aparatury i pod kroplówkę.
- Mam nadzieję, że szybko się obudzi. - Powiedział.
- Ja tak samo. - Odezwał się dopiero wtedy, gdy Luke zniknął. Wpatrywał się w dziewczynę. Popełniła samobójstwo z jego powodu, jednak wróciła do żywych. Pewnie nie będzie z tego faktu zadowolona. Westchnął cicho siadając obok niej. Żeby tylko szybko się przebudziła... Tak niestety się nie stało. Akemi zapadła w śpiączkę. Chłopak dziwnie sie z tym czuł. Winił się za to co się stało, bo gdyby tylko nie przesadził, mógłby teraz dalej się nad nią wyżywać. Nie! Dosyć. Nie może o tym myśleć. To przez niego jest w takim stanie.
Minęło sześć miesięcy. Akemi dalej była w śpiączce. Nawet zaczął wątpić w to, że kiedykolwiek się obudzi. Jednak przez ten czas zdążył coś zaobserwować. Jej brzuch stopniowo się powiększał. Był pewny, że torbiel robiła się w jej brzuchu, co go zaczęło niepokoić. Przecież jak pęknie to może umrzeć! Wezwał ponownie doktorka.
- Luke, powiedz mi, co to jest... - Wskazał na brzuch dziewczyny. W zasadzie Luke zaczął też podejrzewać, że to torbiel dopóki w jej brzuchu coś się nie poruszyło. Zamrugał parę razy. Chyba się przewidział, czy to... Nie miał sprzętu do robienia USG, więc posłużył się prostą metodą. Przyłożył ucho do jej brzucha. Niemożliwe... Biły dwa serca. Od Akemi i... dziecka.
- Gratuluję. Za kilka miesięcy urodzi się dziecko. - Kamio słysząc to otworzył szeroko usta. Nie mógł w to uwierzyć. Ale jak?! Przecież człowiek nie może mieć dziecka z demonem. Zaczesał włosy do tyłu próbując jakoś posklejać to. Wtedy spojrzał na mały ruch dłoni dziewczyny. Budzi się!
- Trzeba będzie to uleczyć. - Powiedział prowadząc dziewczynę do sypialni. Milczała jak zaklęta. W sypialni przywarł ją do łóżka, jednak ta nie rwała się, co było dziwne. Przecież może jej zrobić krzywdę a ona to ignoruje? Uleczył jej ranę swoją śliną a następnie spojrzał w jej oczy zobaczyć, czy aby na pewno jest z nią dobrze. Wyglądała na prawdę dziwnie. Była nieobecna. Nawet pstryknięcia przed jej oczami nie pomagały. Nie zamrugała. Jej oczy nie były tak żywe, jak kilka dni temu. Jakby przestało jej zależeć na życiu, które dotychczas prowadziła. Ale co on na to poradzi, skoro jest taką fantastyczną zabawką? Nie powinna się z tego cieszyć, że w końcu wywołała na jego ustach uśmiech pełen satysfakcji z tego, że może ją krzywdzić? Chociaż pewnie nie o to jej chodziło. Dla niej życie powinno wyglądać inaczej. Miała być szczęśliwa, spełniać marzenia, znaleźć sobie kogoś z kim mogłaby żyć po kres swych dni. Wszystko to zostało jej zabrane, wraz z dziewictwem, które trzymała dla tego jedynego. Skrzywił się lekko widząc ją w takim stanie. Opuścił sypialnię, spojrzał jeszcze za siebie wychodząc. Ona dalej leżała tak jak leżała. Bez jakiejkolwiek oznaki życia. To już nie jest ta Akemi. Parę rzeczy zmieniło jej pogląd na świat. Nie tak wyglądało jej szczęście. Miała po prostu pecha, że tak to się skończyło. Cóż, zszedł na dół rozmyślając o tym. Czemu on się w ogóle o nią martwi? O jej stan psychiczny? Czyżby... zniszczył ją? Na to wychodzi. Usiadł w salonie na kanapie przygryzając lekko paznokcie. Powyrywał jej wszystkie paznokcie. Palce dalej ją bolą zapewne. Zrobił jej wiele złego, fakt. Ale żeby po paru dniach się poddała? A może ma za słabą psychikę? W sumie nie wiedział jednak, że jej psychikę zniszczył ktoś jeszcze. Nawet nie zamierzała się do tego przyznać. Dla niej był to wstyd, upokorzenie. Wstydziła się też tego, że została na prawdę zgwałcona i to w brutalny sposób i może to jej utkwiło głęboko w głowie? Myślał gorączkowo nad tym co spowodowało jej złamanie ducha, ale każda tortura, którą wykonał była bolesna, więc może to skumulowało się w jedną całość i teraz są tego efekty? Może jednak powinien dać jej jeden lub dwa dni spokoju? Bez żadnej tortury... Spróbować być dla niej - o zgrozo - miłym? Może to da jej trochę szczęścia? O czym on w ogóle myśli?! Jak może myśleć o kimś, zawsze dbał tylko o swój interes a teraz martwi się o nią? Jest z nim źle, oj tak. Tak czy inaczej postanowił. Da jej parę dni wolnego. Niech się nacieszy spokojem, bo jednak to teraz będzie jej potrzebne. Miał sięgnąć po pilota, kiedy nagle usłyszał huk. Było to trochę podejrzane, nie mniej ruszył się, by sprawdzić, co było źródłem tego głośnego trzasku. Gdy wszedł do sypialni Akemi zamarł. Wpatrywał się oszołomiony w ciało dziewczyny, które bezwładnie wisiało na lampie. Ona... powiesiła się. Nie widziała innego wyjścia jak tylko skrócić sobie męki. Przecież uleczył jej ranę, nawet nie ma po niej śladu, więc dlaczego?! Powinna się z tego cieszyć, że ma o jedną ranę mniej a ona wywinęła mu taki numer? Szybko jednak się opamiętał i pospiesznie zdjął ją z kandelabru. Z zamkniętymi oczami wyglądała tak choćby spała. A może ona śpi? Po raz pierwszy Kamio poczuł dziwną pustkę, żal, współczucie. I na prawdę martwił się o nią. Wpuścił do jej ciała przez usta węża. Miała złamany kark jak to zawsze bywa. Zdjął jednak wcześniej pętlę, po której miała wielki ślad na szyi. Tak czy inaczej udało mu się zlepić kości. Wąż wypełzł z jej ust a chłopak przystąpił do sztucznego oddychania. Musiał przywrócić ją do życia. Nie musiał a wręcz chciał! Męczył się z dobrą godzinę nad tym, by jej serce znowu biło, i gdy stracił ostatnią nadzieję, że powoli godził się z tym, że odeszła poczuł puls. Był słaby, ale jednak był co go cieszyło. Cudem uratował człowieka. Jednak, żeby ją podtrzymać przy życiu potrzebował kilku rzeczy, których niestety nie posiadał. Kroplówka, by się nie odwodniła i nie umarła i aparatura, by wiedzieć w jakim jest stanie. Coś czuł, że nie obudzi się szybko... Przypomniało mu się teraz, że miał lekarza. Wezwał go pstryknięciem palców.
- Luke, potrzebuję kilka rzeczy do podtrzymania jej życia. - Powiedział pospiesznie.
- Pierwszy raz zachowujesz się tak w stosunku do człowieka. Pierwszy raz zależy ci na życiu człowieka. - Zauważył starszy mężczyzna.
- Nie pieprz mi tu, tylko dawaj potrzebne rzeczy. Jej życie wisi na włosku. - Warknął. Doktor mruczał coś pod nosem, ale przyniósł to czego chciał Kamio. Położył ją na łóżku, podłączył do aparatury i pod kroplówkę.
- Mam nadzieję, że szybko się obudzi. - Powiedział.
- Ja tak samo. - Odezwał się dopiero wtedy, gdy Luke zniknął. Wpatrywał się w dziewczynę. Popełniła samobójstwo z jego powodu, jednak wróciła do żywych. Pewnie nie będzie z tego faktu zadowolona. Westchnął cicho siadając obok niej. Żeby tylko szybko się przebudziła... Tak niestety się nie stało. Akemi zapadła w śpiączkę. Chłopak dziwnie sie z tym czuł. Winił się za to co się stało, bo gdyby tylko nie przesadził, mógłby teraz dalej się nad nią wyżywać. Nie! Dosyć. Nie może o tym myśleć. To przez niego jest w takim stanie.
Minęło sześć miesięcy. Akemi dalej była w śpiączce. Nawet zaczął wątpić w to, że kiedykolwiek się obudzi. Jednak przez ten czas zdążył coś zaobserwować. Jej brzuch stopniowo się powiększał. Był pewny, że torbiel robiła się w jej brzuchu, co go zaczęło niepokoić. Przecież jak pęknie to może umrzeć! Wezwał ponownie doktorka.
- Luke, powiedz mi, co to jest... - Wskazał na brzuch dziewczyny. W zasadzie Luke zaczął też podejrzewać, że to torbiel dopóki w jej brzuchu coś się nie poruszyło. Zamrugał parę razy. Chyba się przewidział, czy to... Nie miał sprzętu do robienia USG, więc posłużył się prostą metodą. Przyłożył ucho do jej brzucha. Niemożliwe... Biły dwa serca. Od Akemi i... dziecka.
- Gratuluję. Za kilka miesięcy urodzi się dziecko. - Kamio słysząc to otworzył szeroko usta. Nie mógł w to uwierzyć. Ale jak?! Przecież człowiek nie może mieć dziecka z demonem. Zaczesał włosy do tyłu próbując jakoś posklejać to. Wtedy spojrzał na mały ruch dłoni dziewczyny. Budzi się!
Subskrybuj:
Posty (Atom)