Akemi była prostą dziewczyną w pełnej rodzinie. Przeszłość miała czarną i z niechęcią o niej mówi. A o co chodzi? Akemi to osiemnastolatka, w wieku czternastu lat zmarła jej matka, która chorowała na raka płuc. Rozpaczała po jej stracie, bo była jej najbliższą przyjaciółką, niezastąpioną matką, oddałaby wszystko, by tylko wróciła do życia, ale niestety... Akemi jest tylko człowiekiem. Nie potrafi przywracać życia zmarłym chociaż bardzo by chciała. Tydzień po żałobie, jaką Akemi przeżywa do teraz zrobiło się na prawdę nieciekawie, ojciec zaczął się za bardzo do niej zbliżać, dotykać w miejscach intymnych. Innymi słowy molestował, bała się go, więc nie zadzwoniła na policję, ale gdy próbował ją zgwałcić... Musiała to zrobić, ci natychmiast przyjechali i zabrali go od niej. Dla dziewczyny była to trauma, wielokrotnie próbowała popełnić samobójstwo, bo miała dosyć tego życia, ale za każdym razem się jej to nie udawało, zawsze ktoś ją ratował z czego była później bardzo niezadowolona.
Pewnego dnia dziewczyna wyszła do biblioteki miejskiej, bardzo lubi czytać książki a tam jest ich największy wybór, w końcu biblioteka ta jest spora. W połowie drogi zatrzymała się widząc na ulicy skórzaną księgę z pentagramem na środku, myślała, że to zwykła książka, jednak... myliła się. Uznawszy, że ma już co czytać udała się z powrotem do domu, gdzie rzuciła buty gdzieś na bok i szybko usiadła przy stoliku w swoim pokoju otwierając księgę. Były tam zapiski o demonach żeńskich i męskich, tych najgroźniejszych i mniej groźnych. Z tyłu bardzo twardej okładki były tajemnicze drzwiczki, które tylko mały kluczyk może otworzyć, jednak żadnego tutaj nie było. Zrobiła więc jedno i jest to sprawdzony sposób, przetrząsnęła całą książkę i wypadł kluczyk, którego szukała, wzięła go w dwa palce i otworzyła. Stało się wtedy coś nieoczekiwanego, Akemi została wciągnięta w mini portal i znalazła się w... nawet trudno to nazwać to jakimś miejscem, bardziej pasuje określenie wymiar. Inny wymiar. Zagubiona szukała z niego wyjścia, nie chciała tu zostać.
Gdzieś w oddali spoglądał na nią czarnowłosy chłopak, a widząc, że chce znaleźć wyjście tylko uśmiechnął się złowieszczo. Zniknął i pojawił się za nią.
- Widzę, że zgubiłaś się. - uśmiechnął się lekko, musiał odegrać rolę aktora, w czym jest diabelnie dobry.
- T-tak. Szukam wyjścia. Zostałam wciągnięta przez księgę, którą znalazłam na ulicy. - przyznała.
- Księgę powiadasz. A to ciekawe.
- No a skoro już tu jesteś... Może pomożesz mi w szukaniu wyjścia? Byłabym ci bardzo wdzięczna.
- Dobrze. Pomogę ci. - odrzekł po chwili namysłu i ruszył przed siebie w stronę swojego zamku, gdzie rzekomo znajdywało się ów przejście do świata ludzi.
- Tak w ogóle nazywam się Akemi. A jak brzmi twoje imię?
- Kamio. - przedstawił się krótko posyłając jej lekki uśmiech.
- To dość rzadkie imię. - powiedziała, ale ten tego nie skomentował, dalszą drogę szli w milczeniu. Dotarli w końcu do zamku. Otworzył jej bramę wpuszczając ją pierwszą do środka a następnie on wszedł zamykając za sobą bramę. W pewnym momencie chwycił ją za ramię i otworzył drzwi schodząc z nią po schodach do nieco zimnego pomieszczenia. Tutaj rola grzecznego chłopaka się skończyła. Nie będzie dalej taki miły. Wprowadził ją do lochów, otworzył kraty i brutalnie wrzucił ją do środka zamykając kraty. Po wepchnięciu padła na kolana zdzierając z nich skórę o podłoże. A więc tylko odgrywał swoją rolę aktorską. Nie jest taki miły na jakiego jej wtedy wyglądał. Bez słowa wyszedł z lochów zostawiając ją płaczącą... "Niech płacze. I tak jej to nic nie pomoże" - pomyślał Kamio w duchu zamykając drzwi do lochów...
***
__________________________________________________________________________________
Na dzisiaj to koniec pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się podoba. W niedzielę kolejny rozdział z życia Kamio i Akemi, bynajmniej postaram się wrzucić post, a jeżeli mi się nie uda... to wrzucę w poniedziałek pod wieczór. Dziękuję i słodkich znów życzę ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz