"Tak niewiele brakowało, a roztrzaskałabym się. Czemu każdy musi mi to utrudniać?!" - Przeszło jej przez myśl, chciała raz na zawsze skończyć z tym życiem, mieć już spokój, chciała do mamy, czemu nie zabrała ją ze sobą do grobu? Cieszyłaby się bardzo a tak to co ona miała z tego życia? Nic, tylko przykre wspomnienia, żadnych przyjaciół, cały czas w samotności.
Odwróciła od niego wzrok oburzona tym, że ją uratował.
- Czemu mnie złapałeś?
- A czemu miałbym cię nie złapać? Muszę cię chronić i nie mogę pozwolić ci zginąć, choć ułatwiłoby mi to zadanie to i tak nie mogę. - Odpowiedział i mówił prawdę. Akemi dalej oburzona wpatrywała się w ziemię, na prawdę... tak mało brakowało i byłaby szczęśliwa, zginęłaby z uśmiechem na twarzy.
- Nie bądź taka niezadowolona z tego, że cię złapałem. - Mruknął lądując miękko na ziemi. Mimo to nie postawił jej tylko trzymał na rękach nerwowo poruszając ogonem na boki. W taki sposób mógł wyładować swoją złość na nią. W końcu... Skoczyła z okna, równie dobrze mogła rzucić się w grupę demonów i dać się pożreć. Zaczął powoli składać skrzydła, które gdy je złożył straciły na wielkości. - A teraz powiedz mi dlaczego skoczyłaś?
Obawiała się tego pytania, ale wiedziała, że je zada. Milczała dłuższy czas patrząc w jeden i ten sam punkt, czyli w ziemię, było jej wstyd o tym mówić, wstyd, że ojciec robił jej takie potworne rzeczy przez te cztery lata. Nawet psycholog rozkładał ręce, nie potrafił do niej dotrzeć, nie potrafiła tego powiedzieć, to aż za bardzo boli. Nie miała przyjaciół, nie miała nikogo, oprócz swojego pluszaka, ale ten nie potrafi jej przytulić, pogłaskać po głowie i powiedzieć: "Wszystko będzie dobrze, Akemi."
- Kamio, ja... Nie chcę o tym mówić. - Mruknęła smętnie pod nosem.
Jej początkowe milczenie go irytowało i już zniecierpliwiony czekał na jej odpowiedź, której nie otrzymał ale... Nie był zły, że nie powiedziała. Widział po niej, że nie chce tego mówić i mógł to zrozumieć, ale po prostu był ciekawy a ciekawość u demona jest naprawdę wielka no i rzadka. Choć często objawia się nic nie robieniem .
Mimo że nie lubił tego robić to... Trzymając ją na rękach przytulił ją do siebie.
- Jeszcze raz wyskoczysz przez okno a zamknę cię w pokoju bez okien, ostatecznie będziesz spać ze mną.
W duchu była szczęśliwa, że nie nalegał, uszanował jej brak odpowiedzi. Wygląda na to, że Kamio był wyrozumiały, jednak zdziwiło ją jedno, a mianowicie to, że ją przytulił i to sam od siebie. Przecież tego nie lubił a jednak ją przytulił, teraz była bliska płaczu. Dziewczyna była na prawdę wrażliwa, ale gdy tak ją tulił zrobiło jej się lepiej na duchu. Po chwili wtuliła się w niego.
- Więc od dzisiaj śpisz ze mną. - Oznajmił ni stąd ni zowąd . Nie miał zamiaru bawić się w bohatera i za każdym razem łapać ją gdy postanowi skoczyć. - No chyba że chcesz być przywiązywana do łóżka.
Nie miał akurat teraz ochoty na zabawę w zgadywanie czyj to powód, ważne że to nie był on tym powodem. Westchnął siadając wygodnie.
- Nie mam zamiaru stać nad twoim łóżkiem i pilnować, byś nie zrobiła czegoś głupiego. - Mruknął nie spuszczając jej z oczu.
Spojrzała na niego zdziwiona jego stwierdzeniem. Ma z nim spać? A to wszystko dlatego, że nie raz chciała się zabić? Życie jej się znudziło, miała go dosyć, na prawdę dosyć, bo ilekroć chciała z nim skończyć to na każdym kroku była ratowana. Odwróciła po chwili wzrok. Już lepsze spanie z nim niż przywiązanie do łóżka.
- Więc jak? - Zapytał przerywając ciszę, która właśnie nastała.
Akemi była dosyć niechętna do tego, widać to było po niej i po tym jak się skrzywiła. Miała złe skojarzenia, ale przecież Kamio to nie jej ojciec.
- Nic ci nie zrobię, jeżeli o to się martwisz. I tak nie potrzebuję snu w takim stopniu jak ty.
- No dobrze, niech ci będzie. Będę spała z tobą. - Odezwała się w końcu. Cały czas tylko milczała i słuchała co mówi Kamio.
Dotychczas odwrócił od niej wzrok i patrzył gdzieś przed siebie, słysząc jej pytanie przeniósł na nią swoje tęczówki.
- Jeżeli to ci pomoże... - Może jej to pomoże. Potrzebuje teraz czyjejś bliskości, tak długo jej nie miała, bo aż cztery lata. Nikt jej nie wspierał, ojciec tym bardziej i jak tu dziewczyna mogła normalnie funkcjonować? Akemi tylko się uśmiechnęła zaś chłopak wstał, rozprostował skrzydła i wbił się w powietrze przy jednym ich zamachu. Znaleźli się w jej pokoju.
- Z tego wszystkiego aż zgłodniałam. - Mruknęła pod nosem, gdy ten postawił ją na podłodze.
- Kuchnia jest do twojej dyspozycji. - Oznajmił po czym zniknął i pojawił się w salonie, gdzie wygodnie rozsiadł się na kanapie, Akemi natomiast przemierzyła korytarz, zeszła po schodach i skierowała się do kuchni, gdzie zrobiła sobie jajecznicę z pomidorami. Zasiadła do stolika i tam na spokojnie zjadła, po czym, gdy opróżniła talerz zaczęła po sobie zmywać. Nie lubiła zostawiać bałaganu po sobie. Spojrzała w kierunku wyjścia z kuchni, może dotrzyma Kamio towarzystwa? Czemu by nie. Poszła więc do salonu, tam usiadła obok niego aż w końcu pozwoliła sobie na to, by położyć mu się na kolanach. Szczerze mówiąc jego nogi były nawet wygodne, taka druga poduszka.
- Kamio? Mogę się do ciebie przytulić? - Zapytała a ten westchnął tylko cicho.
- Możesz. - Odrzekł. Akemi przytuliła się do niego, właśnie tego jej brakuje. Czułości a tylko Kamio może jej to dać o ile zna coś takiego jak czułość. Zamknęła po chwili oczy i jak gdyby nigdy nic zasnęła na jego kolanach. Chłopak przyglądał się jej i westchnął w duchu przenosząc wzrok na sufit. No nieźle, ta sobie śpi a on nie może się ruszyć. Spojrzał w sufit, bo tylko on teraz był interesujący, lecz po kilku godzinach stwierdził, że mu się nudzi. Może więc zawita do jej snu? Tak też zrobił. Zamknął oczy i wkradł się do jej snu, w którym była ona i jakiś facet. Akemi szarpała się z nim. Był dobrze umięśniony. Przywarł po chwili dziewczynę do łóżka łapiąc ją jedną ręką za nadgarstki a drugą rozszarpał jej koszulkę. Ta zaś szarpała się, gdy ten zaczął rozpinać jej spodnie a całej tej sytuacji przyglądał się Kamio, który w pewnym momencie nie wytrzymał i przebił jego ciało ręką na wylot zaś w dłoni trzymał jego serce. Wyjął rękę z jego ciała i odrzucił daleko.
- Chcesz na pamiątkę? - Zapytał patrząc najpierw na serce a potem na dziewczynę.
- Nie, dziękuję. - Powiedziała i zakryła się resztkami swojej koszuli zapinając przy tym jeszcze spodnie. - Tak w ogóle co ty robisz w moim śnie, co?
- Po prostu nudziło mi się, a twoje sny są bardzo ciekawe. Sam ich nie mam, więc... - Wzruszył ramionami wywalając serce gdzieś za siebie.
- Tak, akurat. Moje sny są ciekawe. Też mi coś... - Prychnęła odwracając od niego wzrok.
- Dla mnie są, a teraz powiedz mi, kim był ten człek, co chciał cię... - Nie dokończył, bo wiadomo o co mu chodziło. Akemi już nie widziała sensu, by to przed nim ukrywać. Widział coś, czego nie chciała, by widział i wiedział, no ale mówi się trudno.
- To... Był mój ojciec. - Odpowiedziała przyciągając do siebie kolana.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz