- Twój ojciec? Ta nędzna kreatura to był twój ojciec? - Zapytał z niedowierzaniem, rozumiał, gdyby był to ktoś inny, ale żeby ojciec? Nie rozumiał tego. - Który ojciec chce zgwałcić swoją córkę? - Te pytanie skierował bardziej do siebie niż do niej. Zakrył ją kocem, który pojawił się w jego dłoni widząc jak ta naciąga na siebie rozszarpane ubrania. Akemi naciągnęła na siebie koc, gdy ten znalazł się na niej. Była zła na Kamio, że wkradł się do jej snu. Miało to być tajemnicą, która i tak wyszła na jaw. Nie chciała, by był tego świadkiem, a jednak jej obawy się spełniły. Czuła się upokorzona. Rozumiała, że mu się nudziło, ale żeby w takim momencie? Kamio tylko westchnął i zniknął z jej snu dając dziewczynie obudzić się. No i obudziła się, jednak po tym nie potrafiła mu spojrzeć w oczy. Dalej to w niej siedziało, ta scena, w której chłopak jest świadkiem nieprzyjemnego zdarzenia z życia Akemi. Dla niego był to wielki szok, gdy poznał prawdę, kim jest ten gość ze snu dziewczyny. Jednak z drugiej strony ulżyło jej, kiedy mu o tym powiedziała. Przynajmniej wie, że może się z kimś podzielić z kimś swoimi smutkami, ale... Czy można zaufać takiemu Kamio? Czy nie wykorzysta tej sytuacji? Nie ufała mu tak do końca, no bo w końcu krzywdzi ją, ale we śnie. Cierpi na tym jej psychika i na pewno ma tego świadomość.
- Musiałeś wchodzić do mojego snu? - Zapytała po dłuższym milczeniu.
- Tak. Już ci wspominałem, że nudziło mi się. Zasnęłaś mi na kolanach, więc co miałem mieć innego do roboty niżeli wkraść się do twojego snu, co?
Akemi tylko westchnęła cicho. Nie miała przyjaciół właśnie przez ojca. Inni się nią brzydzili i boi się, że też to może stać się z Kamio. Teraz on jest jedyną osobą, do której może się zwrócić z problemem. W końcu to jej osobisty demon. We śnie uratował ją przed nim, bo pewnie przestało mu się to już podobać.
- Kamio... Przez ojca nie mam przyjaciół. Nikt się ze mną nie zadaje, bo się mnie brzydzą. Nie chcę, byś i ty do tych ludzi należał. - Powiedziała przenosząc na niego wzrok. Kamio zmrużył oczy po czym złapał ją za policzek i lekko za niego pociągnął.
- Głupia, jestem twoim demonem i mam za zadanie cię chronić po kres twoich dni. Nie będę należał do tej bandy, co się od ciebie odwróciła. - Oznajmił puszczając jej policzek, który następnie rozmasowała sobie Akemi. Trochę ją to bolało. Tak czy siak musiała to powiedzieć, bo nie chciała, by i on się od niej odwrócił. Nie chciała być sama a samotność dla niej to katorga. Tyle lat była samotna...
- Cieszę się z tego. - Uśmiechnęła się lekko po czym przytuliła ponownie do niego. Brakuje jej tej czułości. Po tych latach męczarni na prawdę za tym zatęskniła.
- Tak, tak. - Odpowiedział odwracając od niej wzrok. Miał już dosyć siedzenia, więc nie zwracając uwagi na to, że się do niego tuli, wstał z kanapy rozprostowując swoje kości, które zaczęły chrupać. Akemi puściła go w momencie, gdy wstawał. Podszedł do swojego barku, skąd wyciągnął whisky, zresztą miał tam duży wybór alkoholi. No tak, ten będzie sobie pił a ona będzie patrzeć. Nie wiedziała co robić. W sumie ma te swoje książki. Może przecież poczytać. Wstała z kanapy i wyszła z salonu kierując się prosto na schody a po nich na górę do swojego pokoju. Wzięła z biblioteczki pierwszą lepszą książkę, położyła się na łóżku i zaczęła czytać. Teraz i ona ma zajęcie. Akurat wybrała romansidło, które ją wchłonęło. Wciągnęła ją ta książka, zresztą jak każda inna, bo w tym się lubuje, jednak po dłuższym czytaniu zaczęła przysypiać, aż w końcu zasnęła.
Kamio dopił swoje whisky i poszedł na górę, bo coś było tam za cicho. Już próbowała popełnić samobójstwo i już krążyły po jego głowie myśli, że coś sobie zrobiła, ale gdy wszedł do jej pokoju zastał ją śpiącą. Podszedł do niej, ale nie miał zamiaru wchodzić do jej snu. Na razie da jej spokój. Zamknął książkę i odłożył ją na stolik a następnie przykrył ją kołdrą. Gdy to zrobił opuścił jej pokój i zszedł do salonu, gdzie położył się wygodnie na kanapie. Nudziło mu się trochę, nie miał nic do roboty, więc zasnął. Tylko to mu zostało na dzień dzisiejszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz