Muzyka

niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział XX

  Patrzył to na jej ruchy ręki, to na jej twarz, jednak nie otworzyła oczu. Czemu on się tak martwi? Przecież to najzwyklejsza dla niego zabawka, więc czemu?! Sam siebie teraz nie rozumiał. Dla niego było to wręcz niepojęte jak mógł się martwić o człowieka, ale z drugiej strony... Będzie miał potomka. Pierwszy raz w życiu. Nie widział w siebie w roli ojca, bo nigdy o dziecku nie myślał. Nawet nie planował go mieć, jednak za kilka miesięcy przyjdzie na świat. Najgorsze jest to, że dziewczyna nic nie jadła a płód dalej się rozwijał. Czuł coś dziwnego. Pierwszy raz coś takiego czuł. Troska. Tu chodzi o życie jego dziecka. Musi przystopować trochę. Nie, rzucić swoje chore zabawy na czas kilku miesięcy. Nieee... Nie mógł jej znów ranić. To jednak będzie oddziaływać na dziecko. W takim razie ograniczy się tylko do wchodzenia w sny. Jej ciało zostawi w spokoju. Jednak... nie będzie tak często zaglądał w jej sny. To zaszkodzi dziecku, ale... czy Akemi będzie je chciała? To jest dziecko z gwałtu. W dodatku to będzie dziecko Kamio, którego się boi i w duchu nienawidzi.
  Dziewczyna uchyliła lekko powieki. Gdy Kamio zobaczył, że rozgląda się na boki podniósł się gwałtownie. Akemi widząc go nachylonego nad nią przeraziła się. Chciała teraz krzyczeć, nawet otwarła usta, ale w pewnym momencie zamknęła je, gdy tylko brunet się do niej przytulił. Nic nie rozumiała. Czemu ona w ogóle żyje? Przecież się powiesiła, więc jakim cudem?! Sprawka Kamio? Najwyraźniej, ale to przecież niemożliwe. Ale jednak znalazł sposób na przywrócenie jej do życia.
- P-p... Przepraszam. - Wyszeptał jej na ucho. Ledwo przeszło mu to przez gardło, a jednak należą jej się przeprosiny. Dziewczyna zdziwiła się jeszcze bardziej. Nie, to chyba sen. Mimo wszystko... przytuliła go do siebie i zaraz po tym wybuchła płaczem. Wcale się jej nie dziwił. Tyle przeżyła a teraz musi to wylać z siebie. Płakała i płakała. Już koszulkę miał mokrą od jej łez. Przestała płakać, gdy wsunął rękę pod kołdrę. Już miała go odepchnąć, bo myślała, że chce ją "tam" dotknąć, ale rękę zatrzymał na jej brzuchu. Popatrzyła na niego podejrzanie.
- Nie patrz tak na mnie. Nie wiedziałem, że tak idzie... - Mruknął.
- On ma na myśli, że za parę miesięcy zostaniesz mamą. - Sprostował Luke patrząc na dziewczynę, która pobladła na wieść o tym. Odkryła kołdrę i spojrzała na swój brzuch, który był już nawet duży. Spojrzała na Kamio, który ją puścił ze swojego uścisku. Zmarszczyła brwi. Po jej wzroku wiedział, że usunie ciążę. Cóż, nic dziwnego, bo nie chciała mieć dziecka z gwałtu i od kogoś, za którym nie przepada.
- Nic mu nie jest? Żyje? - Dopytywała się. Leżała zapewne bardzo długo. Kilka miesięcy w śpiączce na pewno była. Kamio zdziwił się tym pytaniem. Czyli... się mylił. Chciała tego dziecka, mimo ze było ono z gwałtu.
- Tak, nawet cię kopnęło. - Uśmiechnął się lekko brunet.
- Macie szczęście. - Odpowiedziała. Ulżyło jej. Nie jest wyrodną matką, która porzuca dziecko. Przecież to też istota żywa. Nie rozumiała, czemu usuwają niektóre dziewczyny ciążę. Owszem, po gwałcie mają prawo, ale... Widziała w oczach Kamio, że i on chciał tego dziecka. Nie wiedziała, czy mu w tej kwestii zaufać. Czy nie postąpi tak samo jak z nią, czy nie będzie jej krzywdził. Ale... Kamio przecież będzie ojcem. - Długo spałam?
- Tak, sześć miesięcy. - Brunet dostał nauczkę. Nie może tak pochopnie postępować. - Nic nie jadłaś przez te sześć miesięcy. Byłaś jedynie pod kroplówką. Jesteś głodna?
- Jak tak teraz o tym wspominasz to na prawdę zgłodniałam. - Chciała się ruszyć, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Tylko nie to... Nie mówcie, ze musi nauczyć się chodzić!!! Ona musi chodzić. Świetnie. Co jeszcze ją spotka złego?
- Pójdę ci coś zrobić, a ty wypoczywaj. - Powiedział opuszczając pokój. Doktor jednak został.
- Proszę się nie niepokoić. Możliwe, że to minie, ale potrzebujesz ćwiczeń. Niektórzy po śpiączce nie potrafią mówić, więc istnieje szansa, że znowu zaczniesz chodzić. - Posłał jej ciepły uśmiech. Miała taką nadzieję...
  Trzy miesiące później na świat przyszła dziewczynka. Były niemałe trudności przy porodzie. Istniało ryzyko, że Akemi umrze, ale tak jednak się nie stało. Dzielnie walczyła, byleby tylko być przy dziecku. Poród odebrał doktor. Kamio nie dałby rady, on się do tego nie nadaje, chociaż doktor Luke pierwszy raz odbierał poród. Nawet proponował jej cesarkę, ale słysząc, że nabawiłaby się kolejnej blizny odmówiła. Wolała już rodzić naturalnie i udało jej się. Ze szczęścia aż łzy jej spływały po policzku. Przytuliła dziewczynkę do siebie, a doktor opuścił sypialnię.
- Więc? Jak dziewczynka będzie mieć na imię? - Zapytał. Akemi myślała nad imieniem dosyć krótko.
- Kasumi. - Odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Obojgu podobało się te imię. Akemi znów nauczyła się chodzić, jednak teraz musi zostać w łóżku. Wypoczywać po tym ciężkim porodzie. Widać po blondynce, że bardzo cieszyła się, że została mamą. Nie przeszkadzało jej to, że jest to dziecko z gwałtu. Kocha je i to się liczy. - Weź ją na ręce. W końcu to też i twoje dziecko. - Kamio zawahał się. To takie drobne, nigdy nie miał dziecka na rękach.
- Spójrz... Ułóż tylko ręce w kołyskę. Ja ci ją podam. - Splótł ręce w kołyskę. Mając już dziewczynkę na rękach jego tęczówki zrobiły się zielone. Usiadł na łóżku przyglądając się brzdącowi. Brunatne włosy, złote tęczówki. Ciekawe po kim charakter odziedziczy. Modlił się o to, żeby nie po nim a po Akemi. Akemi jest spokojna, a gdyby odziedziczyła charakter po ojcu... coś ciężko to widział. Przytulił Kasumi delikatnie do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz