Akemi przebrawszy się, wskoczyła do łóżka zakopując się po sam czubek głowy w kołdrze. Teraz mogła liczyć na spokojny sen. Obietnicy przecież nie można złamać i dobrze, że Kamio się tego trzyma. To była tylko chwila kiedy usnęła. Była zmęczona a jeszcze bardziej po tym koszmarze, ale na razie niech się dziewczyna cieszy, że ma jeden sen spokojny, chłopak natomiast ruszył do swojego barku, musi się napić, bo cóż innego mu pozostało? Śpi raz na jakiś czas, gdy tylko jest zmęczony.
Następnego dnia blondwłosa wstała i pierwsze co zrobiła to spojrzała w okno. Nie było tam nic. Gdyby spojrzała w okno w swoim domu to ujrzałaby drzewa, płot, dom sąsiadów a tu? Zatęskniła za swoim domem. Może kiedyś znów do niego wróci? Jak na razie jest skazana na bycie tutaj z tym psychopatą. Westchnęła cicho i wstała z łóżka. Najwyższa pora zjeść śniadanie, strasznie zgłodniała. Gdy tak przemierzyła zamek zorientowała się, że nie ma Kamio. Ciekawe, gdzie ten wybył. Tak czy siak zostawić jej na dłużej samej nie może. Jeszcze ktoś się wkradnie bez jego wiedzy i pożre ją. Oj, Kamio byłby wtedy na prawdę wściekły. Bała się widzieć go w takim stanie. Tak czy siak weszła do kuchni i przygotowała składniki na omlet, wzięła się za robienie ciasta, które następnie wlała na rozgrzaną patelnię. Syte śniadanie, starczy jej to na kilka godzin. Po jakimś czasie gotowy omlet przerzuciła na talerz i zasiadła do stołu, ale nim wzięła kawałek omletu do ust usłyszała trzask drzwi. Do zamku wszedł Kamio ubrudzony krwią, rzucił spojrzenie na Akemi siedzącą w kuchni.
- Demony. - Odpowiedział, by nie było żadnych pytań. Znowu jakieś demony kręciły się obok jego zamku i było ich o wiele więcej. Tak czy siak dał radę. Musi walczyć o swoje jedzenie. Same jej ciało było smaczne a dusza pewnie tak samo. Gdyby mu nie zależało to zerwałby kontrakt lub nie broniłby jej, ale staje w jej obronie. Musi.
Po tym jak Kamio poszedł dalej, Akemi zaczęła na spokojnie jeść. Nie spieszyło jej się, nigdzie się nie paliło. Po zjedzeniu posiłku umyła talerz i poszła zobaczyć co robi Kamio. W pokoju go nie było, w jej pokoju też... Usłyszała w pewnym momencie, jak ktoś puszcza wodę. Chłopak musi pewnie się myć, nie chciałaby przechodzić obok niego ubrudzonego i śmierdzącego przez krew.
- Jeżeli chcesz to możesz wejść. - Powiedział nim zdążyła zapukać do drzwi. Skoro jej pozwolił... Weszła do łazienki, w końcu on sam też jej wchodzi, a żeby tego było mało pojawia się ot tak sobie, gdy ona się kąpie i to tak jeszcze bez pytania.
- Nie wstydzisz się?
- Nie. Nie mam czego. - Odpowiedział siedząc już oparty w wannie. Tak jak myślała, gorąca kąpiel. w sumie nie dziwiła się. Kto by się nie zdenerwował tym, że próbują wedrzeć się do jego zamku. Musi się jakoś zrelaksować. - Możesz nawet podejść bliżej.
Akemi zarumieniła się lekko, a co tam. Podeszła bliżej siadając na wannie. Nie była jednak taka jak on. Nie spoglądała na jego nagie ciało a na jego twarz lub też uciekała wzrokiem.
- Demony... Dużo ich tam było?
- Tylko dziesięć, ale to żaden problem dla mnie. - Odpowiedział bez namysłu, po co miał zatajać prawdę? Dziewczyna wie, że nie wolno jej wychodzić właśnie z powodu demonów. Wystawiłaby się wtedy jak na talerzu. Ona jest tylko człowiekiem a to jest świat demonów, stoją ponad ludźmi. Są szybcy, nieobliczalni i bardzo silni. Niektórzy polują samotnie a inni w grupie. Mało jaki demon zapuszcza się tu samotnie. Sądzą, że mają większe szanse z Kamio a to guzik prawda.
- Zastanawia mnie to, czemu nie chcesz zostać królem demonów. Wszyscy by tobie podlegali. Miałbyś niesamowitą władzę nad tym wymiarem.
- Jakoś specjalnie nie kręci mnie władanie innymi. Wolę swoje życie a bycie królem jest dla mnie kłopotliwe. - Mruknął biorąc gąbkę do ręki i żel do mycia ciała.
- Dla mnie byłbyś wspaniałym władcą. - Uśmiechnęła się lekko a ten zerknął na nią.
- Może i mógłbym nim być, ale po co? Lubię być sam.
- Wiesz, żeby nie było, ja cię do tego nie zmuszam. Ja tylko mówię jak może być.
- Rozumiem. - Mruknął po czym nalał na gąbkę żelu i zaczął się myć.
- Sama chciałabym być tak sławna jak ty. - Odezwała się po chwili.
- Jesteś sławna, ale nie wśród ludzi a wśród demonów, to już jest coś. - Uśmiechnął się kącikiem ust. - W końcu jesteś pierwszym człowiekiem, który zawarł ze mną kontrakt. Miałaś odwagę, żeby to zrobić, za co należą ci się brawa.
- A więc jestem jednak sławna. - Uniosła dumnie głowę. Zawsze chciała być sławna no i jest odkąd tylko zawarła z nim pakt.
- No dobrze. To ja wychodzę już z wanny. Teraz już ładnie pachnę. - Wstał, a ta szybko odwróciła wzrok zarumieniona. Nie była jakimś zboczuchem, żeby patrzeć facetom co mają między nogami. Ten wychodząc z wanny sięgnął po ręcznik, którym owinął się w pasie. Spod ręcznika zwisał sobie ogon, mokra kita, ale wyschnie. - Chodź, wychodzimy.
- Dobrze. - Skinęła głową i razem z nim poszła za nim opuszczając łazienkę. - Myślę nad tym, jaka pogoda teraz jest u nas.
- Pada. - Odpowiedział.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Mam takie przeczucie a ono nigdy nie jest mylne. - Uśmiechnął się triumfalnie.
- Baaardzo ciekawe. - Mruknęła pod nosem skręcając do swojego pokoju. Mogła sobie teraz wyobrazić jak tutaj pada. Kamio zaś poszedł do swojego pokoju przebrać się. Aż się doczekać nie może, kiedy dziewczyna zaśnie, ale zawsze popołudniami robi sobie drzemki. Poczeka więc do południa, ma bardzo ambitne plany wobec niej, na samą myśl na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Będzie na prawdę zabawnie, no może według niego.
Zaczęło jej się powoli nudzić. Może zacznie znowu czytać jakąś książkę? Chyba tak zrobi. Sięgnęła więc do półki po pierwszą lepszą książkę i położyła się otwierając ją na pierwszej stronie. Zaczęła czytać. Tej książki nie czytała jeszcze, więc... Czytała i czytała. Przeczytała 3/4 książki i zasnęła z książką na twarzy. Wtedy to pojawił się Kamio. Śpi, teraz ma okazję by wykorzystać swój niecny plan dotyczący Akemi. Usiadł obok niej, zamknął oczy i wkradł się do jej snu. Akemi akurat się gdzieś pakowała. Wszystkie ciuchy pakowała do walizki, ciekawe gdzie się wybiera, ale nie pozwoli jej na to.
- Nigdzie się nie wybierasz. - Powiedział łapiąc ją za ciuchy i rzucił na łóżko. Akemi pisnęła, chciała wstać, ale chłopak był szybszy, chwycił ją za nadgarstki i przywarł do łóżka a żeby nie móc jej cały czas tak trzymać pospiesznie wbił sztylet w jej dłoń nim ta zdążyła nią uciec i przyszpilił do łóżka. Nadeszło coś czego oczekiwał od niej. Był to jej krzyk, głośny krzyk przepełniony bólem. To samo zrobił z drugą dłonią.
- A żeby cię Kamio! Obiecuję ci to, wykastruję cię! - Krzyknęła wściekła.
- Zamilcz! - Uderzył ją w twarz wierzchem w dłoni a na jej policzku powstał czerwony ślad. Po chwili zrobił to samo z drugim policzkiem. Niech wie, kto tu ma władzę. Ale żeby mieć pewność, ze już nic nie powie wyczarował sztylet, wydobył z jej ust język i odciął go. Ponownie krzyknęła. Tak, teraz ma pewność, że już nic nie powie. W takim razie może brać się do roboty. Dokładnie sobie to obmyślił. Najpierw oszpeci jej twarzyczkę, toteż zaczął nacinać sztyletem jej skórę na twarzy, gdzie tylko się dało. Krzyczała, głośno krzyczała, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Zlizał krew z jej twarzy. Taka słodka... Tak, jest co jeść. Nie odda jej nikomu. W pewnym momencie zerwał z niej wszystkie ciuchy, będzie mu o wiele łatwiej. Spojrzał na jej piersi. Sztyletem zaczął zataczać koła wokół jednej piersi. Nie naciskał. - Przynajmniej je masz. Do teraz. - Na jego twarzy pojawił się psychopatyczny uśmiech i jednym ruchem odciął jej jedną pierś a następnie drugą wsłuchując się jednocześnie w jej cudowne krzyki. Skoro pozbawił ją kobiecego atrybutu to może czas na ten drugi? Ale nim do tego przystąpi rozszerzył jej nogi a do stóp przybił sztylety, które jednocześnie wbiły się w łóżko. Po chwili zaczął zataczać koła na jej brzuchu, nie naciskał mocno, zostawiał tylko lekkie czerwone ślady, które gdzieniegdzie wypełniły czerwone krople krwi. W końcu sztyletem zjechał powoli w dół na jej podbrzusze i jeszcze bardziej w dół, by trafić w te czułe miejsce. To samo spotkało Livię. Gdyby tak teraz w rzeczywistości Kamio zrobił Akemi to pozbawiłby ją dziewictwa, w sumie to teraz ją pozbawi, ale to tylko sen. Piękny sen, bynajmniej dla niego. No i stało się. Włożył sztylet w jej pochwę raniąc ją jednocześnie. Najczulsze miejsce kobiety, krzyk stał się jeszcze głośniejszy co mu się spodobało. Zdziwiłby się, gdyby zaczęła stękać z podniecenia. Zabawna wizja. Tak czy siak na tym się nie skończyło. Sztylet zaczął się wydłużać coraz bardziej a jej krzyk był coraz głośniejszy aż ucichł, gdy sztylet, który zamienił się w miecz przebił płuca a następnie mózg. Odrobinę grotu wystawało z jej głowy. Po chwili czarnowłosy chłopak pociągnął miecz ku górze rozpruwając dziewczynę na dwie części. Tego Livii nie zrobił chociaż mógł. I tak odrodziłaby się na nowo. W momencie gdy skończył dał jej się wybudzić znikając z jej snu.
Akemi wstała z krzykiem łapiąc się za klatkę piersiową jakby odczuwała ten przeszywający ból.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz